środa, 29 czerwca 2016

Rozdział 6

A thousnd years.
Draco wcześniej wyszedł z kolacji. Idąc powoli korytarzem rozmyślając o porannej rozmowie z Terenem, nagle usłyszał muzykĘ dochodzącą z salki gdzie on i Granger mieli co środy próby. Podszedł cicho do drzwi i również cicho je otworzył. Wszedł do środka i zamarł. Na środku sali tańczyła Granger, no próbowała tańczyć. Jej czerwona sukienka i długie kręcone włosy wirowały razem z nią. Draco nie widział nigdy czegoś tak pięknego. Nie wiedział że Gryfonka może tak mu zaimponować. Muzyka umilkła a Draco potrząsnął głową wyganiając myśli o brązowowłosej z głowy. O czym ty Draco myślisz? Skarcił się w duchu. Z magnetofonu znów popłynęła piosenka, smutna piosenka. Gryfonka zaczęła tańczyć, w rytm piosenki.
Heart beats fast colors and promises
How to be brave how can I love when I'm afraid to fall
But watching you stand alone
All of my doubt suddenly goes away somehow
One step closer
Draco po 30 sekundach przyglądania się Gryfonce, nie wytrzymał i podszedł do niej od tyłu. Złapał ją w tali i obrócił. Brązowowłosa wydała z siebie tylko stłumiony okrzyk i spojrzała na blondyna zszokowana.
- Co ty robisz Malfoy? - warknęła.
- Nie widzisz? Tańczę Granger. - odpowiedział z uśmieszkiem na twarzy i w tym samym momencie Gryfonka znów wpadła w jego ramiona. Hermiona już się nie odezwała i dała się porwać muzyce, i przystojnemu szarookiemu blondynowi.

I  have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

Time stands still beauty in all she is
I will be brave I will not let anything take away
What's standing in front of me
Every breath every hour has come to this
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

One step closer
One step closer

I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
Muzyka ucichła i w sali znowu zrobiło się cicho. Słychać było tylko oddech dwojga ludzi. Dwojga wrogów, którzy teraz stali koło siebie niebezpiecznie blisko. Hermiona popatrzała w oczy Dracona i zauważyła nie chłód, który widziała przez tyle lat, lecz przyjemne ciepło w tych pięknych szarych oczach. Spuściła wzrok, odsunęła się od blondyna biorąc torbę i wychodząc z salki mówiąc tylko.
- Dziękuje, Dobranoc Malfoy. - i wyszła zostawiając Ślizgona samego. Stał jak posąg, nie mógł się ruszyć a ni nic odpowiedzieć. Nie mógł zrozumieć, że ktoś taki jak Granger mógł zrobić na kimś takim jak on, Draconie Malfoy'u wrażenie. Wreszcie się otrząsnął, i wybiegł szybko z sali, by znaleźć się jak najszybciej w swoim gabinecie.
                    `*
Hermiona biegła korytarzem. Była w szoku że ktoś taki jak Malfoy, patrzył na nią, na Hermione Granger takim ciepłem. Wpadła do gabinetu, przebiegając go by jak najszybciej znaleźć się w swojej sypialni. Położyła się na łóżku i zaczęła rozmyślać. W jej głowie było dużo nie wyjaśnionych pytań.
Czemu on ze mną zatańczył?
Czemu w jego oczach było ciepło kiedy na mnie patrzył?
Czemu mnie nie puścił?

Hermiona do późna się zastanawiała nad tymi pytaniami, aż nie zasnęła.
                        *
Malfoy leżał na łóżku. W jego głowie cały czas siedział obraz Granger. I tylko Granger. Nie mógł wyrzucić jej z głowy. Nagle do drzwi ktoś zapukał.
- Proszę! - krzyknął Ślizgon. Do pokoju wszedł Terence. Nie no super, jeszcze on był teraz potrzebny, pomyślał Draco.
Po paru minutach siedzenia w ciszy Higgs westchnął i się odezwał.
- Draco?
- Tak?
- Pomożesz mi?
- W czym? - spytał podejrzliwie Ślizgon. Teren przełknął ślinę i odpowiedział.
- Nie z czym... lecz z kim.
- No to z kim? - blondyn obawiał się najgorszego.
- Z Granger. - powiedział szeptem zielonooki. Malfoy podniósł się z łóżka i spojrzał na przyjaciela, z pytaniem w oczach.
- Czemu ja mam Ci pomóc?
- Słyszałem że masz z nią próby, no i pomyślałem sobie że może coś wspomnisz jej o mnie... - przerwał i spojrzał na przyjaciela. Draco zauważył w jego oczach przygnębienie i smutek. Nie mógł odmówić przyjacielowi. Nie dziwił się już dlaczego Higgs reaguje tak na Gryfonke, bo sam tego doświadczył.
- Pomogę. - odpowiedział rześko, ale sam w to nie wierzył.... nawet nie wiedział dlaczego
                            *
Hermiona wstała wcześnie rano by przed śniadaniem i lekcjami złapać Terena i podziękować mu za uratowanie życia. Ubrała się szybko i wybiegła na korytarz w poszukiwaniu Higgsa. Daleko nie szukała. Na marmurowych schodach prowadzących do OPCM(gdzie uczyła Hermiona) siedział właśnie on. Podeszła do niego bliżej, i wtedy on spojrzał na nią zielonymi oczami.
- O Hemiona. - wstał i wyciągną rękę do dziewczyny by się z nią przywitać. - hej, właśnie na Ciebie czekałem.
- Hej, a ja Ciebie szukałam. - podała mu dłoń, i uśmiechnęła się. Roześmiali się oboję.
- Terence...
- Możesz mówić do mnie Teren. - mrugnął do niej a ona znowu się roześmiała.
- No dobrze. Teren szukałam Cię bo chciałam Ci podziękować za uratowanie życia.
- Hermiona nie dziękuj mi to przecież przez ze mnie spadłaś ze schodów, a ja miałem obowiązek Ci pomóc. - uśmiechnął się blado. Hermiona spojrzała w jego zielone teńczówki, i zauważyła w nich szczerość. Także się uśmiechnęła.
- No ale i tak chciałabym Ci podziękować. A tak w ogóle czemu czekałeś na mnie? - Teren uśmiechnął się.
- No bo mam problemy z Zielarstwem i Starożytnymi Runami... i chciałem się spytać czy byś nie mogła mi udzielać korepetycji? - wydusił z siebie Higgs na jednym oddechu. Hermiona widząc zdenerwowanie Terena roześmiała się. On spojrzał na nią podejrzyliwym wzrokiem.
- Co Cię tak bawi? Że pytam o pomoc? Przecież jesteś nauczycielem, powinnaś pomagać uczniom. - powiedział z wyrzutem blondyn, jednocześnie uśmiechając się do niej. Hermiona przestała się śmiać i także uśmiechnęła się do Higgsa.
- Nie, ale gdy to mówiłeś... oh byłeś tak zdenerowany jakbyś miał mnie zapraszać na randkę.
- Aha. - odpowiedział tylko spuszczając głowę. Hermiona znowu się uśmiechnęła i położyła rękę na jego ramieniu.
- Pomogę Ci. Ale nie dziś. Może być za tydzień w poniedziałek o 20:00 w sali od OPCM?
Teren spojrzał na nią nie śmiałym wzrokiem i także się uśmiechnął gdy zobaczył je uśmiech.
- Jasne. - odpowiedział szczęśliwy. Brunetka się zarumieniła. Omineła Terena i powiedziała cicho.
- No to do zobaczenia.
- Do zobacznia. - odpowiedział oszołomiony, przyglądając się brunetce jak znika w ciemnym korytarzu.
                    *
Hermiona siedziała w swoim gabinecie, i sprawdzała prace napisane przez uczniów 2 i 3 klas. Była za 20 minut 19, gdy ktoś zapukał do jej gabinetu. Na pewno to Ginny. Pomyślała. Wstała i podeszła do drzwi. Lecz zamiast burzy rudych włosów, zielonych oczu i pięknego uśmiechu, zobaczyła blond czuprynę, pięknę szare oczy i bardzo przystojną poważną twarz. Tak to nie była Ginny lecz Malfoy. Czego on tu chce.
- Halo ziemia do Granger. Wpuścisz mnie? - zapytał, a na jego twarz wypłynął złośliwy uśmieszek. Hermiona potrząsneła głową, zganiając się w myśli za swoją nie uważność. Spojrzała hardo w oczy blondyna i także się złośliwie uśmiechnęła.
- A po co miałabym Cię wpuszczać? Co Malfoy?
- Nie chce się kłócić tylko porozmawiać. A w ogóle i tak mamy dziś trening na który możemy iść razem. - Hermiona zmierzyła go wzrokiem. Coś tu je nie grało. Malfoy chciał z nią gadać a niby o czym? I nie chciał się kłócić to dziwne.
- Ale ja nie chcę. - opowiedziała wreszcie, i już zamykała drzwi gdy do środa jej gabinetu wepchnął się szybko Malfoy.
- Czy ty nie rozumiesz po polsku słowa nie? - spojrzała na niego poirytowanym wzrokiem.
- Rozumiem,  a ty nie rozumiesz że chcę porozmawiać a nie kłócić się?
- Malfoy porozmawiać? Serio? Z tobą nie da się rozmawiać w żaden sposób. - oparła się o ścianę przyglądając się blondynowi.
- Ze mną? Raczej z Tobą. Ja tu przychodzę pytam się grzecznie a ty co? Zamykasz mi drzwi przed twarzą.A czego ja mogłem się spodziewać. Pani Granger jest zbyt dumna. - Gryfonka spojrzała na niego wściekła. Na swoich policzkach poczuła ciepło. Zrobiła się cała czerwona ze złości.
- No chyba są to teraz jakieś żarty?! JA CI NIE KAZAŁAM TU PRZYCHODZIĆ!
- Nie kazałaś ale ktoś inny prosił bym tu przyszedł Prosił rozumiesz Granger, nie kazał. - odpowiedział siadając na biurku. Spojrzała na niego, a złość powoli z niej schodziła. -
- Kto? - spytała, i wlepiła swoje orzechowe oczy w przystojną twarz blondyna. Gdy blondyn natrafił na wzrok brunetki, rozpłynął się w jej ciemnych oczach. Lecz to trwało zbyt krótko, by Gryfonka spostrzegła jego zmieszanie. Odwrócił wzrok i powiedział tylko.
- Terence.
- Terence? - spytała zdumiona Gryfonka. Draco spojrzał jeszcze raz na Granger, ale ta już nie patrzyła na niego tylko gdzieś w dal przez okno. - Co chce Terence? - spytała się po chwili milczenia i znów spojrzała na chłopaka. Uśmiechnął się sam do siebie gdy znów zobaczył te wielkie brązowe oczy.
- Nie kumasz nic Granger?
- Ale co ja mam kumać, Malfoy?
- Ehhh a niby jesteś taka intelige...
- Bo jestem! - przerwała mu Gryfonka w połowie wypowiedzi, stanowczym głosem. Draco spojrzał na nią z rozbawieniem.
- Dobra może i jesteś, ale w tej sytuacji na pewno nie.
- Malfoy proszę Cię do rzeczy. - Hermiona zaczęła się już lekko denerwować. Ale on był irytujący, lecz nie w tej chwili. Rozmawiała z nim normalnie bez żadnych kłótni. Cieszyło ją to, i  nie chciała tego przyznać sama przed sobą że taki obrót spraw jej się podobał.
Z jej rozmyśleń wyrwał ją głos blondyna.
- Halo Granger. Słyszysz mnie? Znowu się zawiesiłaś? - Hermiona potrząsneła głową i spojrzała w szarę zamglonę tęńczówki chłopaka.
- Jakie ty masz piękne oczy. - mruknęła, cały czas wlepiając swoje orzechowe oczy w oczy Malfoy'a. Ślizgon spojrzał na nią nie zrozumiałym wzrokiem i pomachał jej ręką przed twarzą.
- Co? - Hermiona spojrzała na twarz Malfoya która wyrażała zdziwienie. Co ona do cholery zrobiła? POWIEDZIAŁA NA GŁOS ŻE MA PIĘKNE OCZY! Co niestety było prawdą. ALE ONA TO POWIEDZIAŁA NA GŁOS. Hermiona wbiła wzrok w ziemie.
- Nic. - mrukneła i zeskoczyła z biurka. Draco poszedł w jej ślady, i parę sekund później stał przed Gryfonką.
- I tak słyszałem, chciałem się upewnić. Dzięki. - uśmiechnął się złośliwie. Hermiona przewróciła oczami.
- Mafoy daruj sobie. To była chwila słabości. To nic nie znaczyło. - prychnęła. Ślizgon pokiwał głową.
- To wiele znaczyło, Granger. - i puścił jej oczko.
- Malfoy skończ już! Jezu nie umiesz zapomnieć?
-  Nie. - odpowiedział rozbawiony.
- I po co ja się głupio pytam? - powiedziała na głos sama do siebie Gryfonka. Odwróciła się od Ślizgona, lecz naglę przypomniało się jej po co tu przyszedł. Odwróciła się i zobaczyła na jego twarzy rozbawienie.
- I z czego się śmiejesz jak głupi? Dobra nie ważne. Mów co chce ode mnie Terence?
Blondynowi momentalnie zniknął uśmiech z twarzy, i przyjął poważny wyraz twarzy. Ominął Gryfonkę i podszedł do drzwi. Za nim je otworzył odwrócił się i powiedział.
- Nic. Zupełnie nic. Do zobaczenia za 10 minut w sali. Będę czekać. - uśmiechnął się zostawiając Gryfonkę samą.
- Malfoy! - krzyknęła. - Wracaj tu! Powiedz mi co chciał Terence! - krzyczała, ale Ślizgon już dawno był daleko od drzwi dziewczyny i nie był w stanie usłyszeć jej krzyków. Zrezygonwana Hermiona usiadła na łóżku zastanawiając się nad wszystkim co się dziś wydarzyło.
- I tak się dowiem co Terence chciał. - wstała i wyszła z gabinetu, kierując się w stronę salki.

niedziela, 19 czerwca 2016

Rozdział 5

Na początku chciałabym powiedzieć wam że teraz na blogu razem ze mną będzie America! Jak zauważyliście w poprzedni rozdziale dodała coś od siebie co mi się bardzo spodobało. Dawno mnie nie było, ale powód był jeden: szkoła. Dobrze że już się kończy. Jestem teraz w stanie zupełnie oddać się blogowi. O to już 5 rozdział! Jeśli podoba się wam mój blog. Komentujcie! Muszę wiedzieć ile osobom się podoba to ja piszę!

Wypadek.

- I co dowiedziałeś się coś więcej o tym balu? - zapytała Hermiona, wracając razem z Harrym z Wielkiej Sali. Chłopak spojrzał na nią i westchnął.
- No właśnie nie. McGonagall nie chce mi nic powiedzieć.
- Nic a nic?
- Nic a nic. - westchnął znowu Harry. - powiedziała tylko że to jest niespodzianka i tylko ona i paru wtajemniczonych nauczycieli wie  co ma się wydarzyć.
- No ale przecież ty jesteś zastępcą dyrektora! Jesteś ważniejszy od jakiś tam nauczycieli, to ty powinieneś wiedzieć najwięcej. To absurd. - powiedziała oburzonym głosem Hermiona.
Stanęli przed drzwiami które prowadziły do gabinetu brunetki.
- No ale co zrobisz Miona? Nic. Musimy cierpliwie czekać dopóki niczego się nie dowiemy. - Hermiona spojrzała na chłopaka który obserwował ją swoimi zielonymi oczami. Poczuła jak się rumieni i lekko uśmiecha.
- Może i masz rację, ale strasznie chcę wiedzieć co na tym balu będzie... i boję się spotkania z Wiktorem. - przyznała po chwili ciszy brązowłosa. Harry złapał ją za rękę i ruchem dłoni zmusił ją by spojrzała na niego.
- Hermiono jak będę cokolwiek wiedział dowiesz się o tym pierwsza. A o Wiktora się nie martw. Znam go przecież i ty też i oby dwoje wiemy że nie będzie Ci robił pretensji o to że nie pisałaś do niego, i że się zakochałaś się w kimś innym.
Hermiona spojrzała na niego oczami pełnymi łez, i uśmiechnęła się do przyjaciela.
- Masz rację Harry. Dziękuje. - odpowiedziała wtulając się przyjaciela.
                        *
Dochodziła północ więc Hermiona musiała się powoli zbierać na lekcje astronomii. Ubrała szkolną szatę i okryła się bluzą po czym wyszła z swojego gabinetu kierując się na wierze astronomiczną.
                        *
Draco siedział w swoim gabinecie nad papierami, które przyniosła mu McGonagall do wypełnienia. Spojrzał na zegarek i zauważył że dochodzi północ.
- Czas się zbierać. - powiedział sam do siebie, i wstał od biurka kierując się do toalety. Wygładził włosy i założył szatę szkolną z wężem na piersi. Spojrzał ostatni raz w lustro i wyszedł z gabinetu kierując się na wierze astronomiczną.
                        *
Hermiona z nosem w książce szła na wierzę astronomiczną. Naglę poczuła że na kogoś wpadła i zlatuje 2,3 a może nawet 5 schodków w dół. Podniosła się i zauważyła że w jej kierunku idzie jakaś smukła postać która po chwili, pochylała się już nad nią.
- Nic  Ci nie jest? - zapytał chłopak z blond czupryną i zielonymi oczami. Hermiona przyłożyła rękę do głowy i poczuła na palcach lepką maź. Skrzywiła się i odpowiedziała.
- Nie nic, poza rozbitą głową. - i wtedy zauważyła na jego piersi znak węża. Wiedziała co to oznacza. Chłopak był z Slytherinu.  A dokładnie Terence Higgs.
- Pokaż. - powiedział chłopak i dotknął swoimi długimi kościstymi palcami głowy Hermiony.
- Ałaa. - krzyknęła Hermiona gdy Terence oglądał ranę.
- Przepraszam. - powiedział głosem pełnym żalu. - ale nie wygląda to dobrze. Trzeba to opatrzyć. Chodź zaprowadzę Cię do skrzydła szpitalnego. - powiedział chłopak podając dziewczynie rękę. Ta nie wierzyła co przed chwilą usłyszała. Terence Higgs, Ślizgon chce jej pomóc?! I jeszcze podaję jej rękę?
- Dzięki ale poradzę sobie. Właśnie szłam na lekcje i....
- Oh Hermiono, możesz mi nie wierzyć ale ludzie się zmieniają. Może w twoich oczach jestem zwykłym wrednym Ślizgonem jak reszta, ale już taki nie jestem. Wojna się skończyła, nie chcę walczyć. Więc pozwól sobie pomóc. - spojrzał na nią swoimi zielonymi tęńczówkami a Hermiona wiedziała że mówi prawdę. Uśmiechnęła się nieśmiało i podała rękę Higgsowi, a ten pomógł jej wstać.
- Dziękuje. - powiedziała cicho, gdy szli ciemnym korytarzem do Skrzydła Szpitalnego.
- Nie ma za co. - odpowiedział łagodnym tonem Higgs.
Przez całą drogę nie odezwali się już do siebie.
                        *
Draco który akurat zmierzał na wieże astronomiczną, usłyszał nagle krzyk dobiegający z schodów. Wszedł po cichu parę stopni, i zamarł. Na schodach siedziała Granger z raną na głowie z której sączyła się krew, a nad nią pochylał się Terence. Tak Terence Higgs, przyjaciel Draco Malfoya, który tak samo jak on nienawidzi szlam. Lecz Draco wiedział że coś się zmieniło od skończenia wojny. Terence zachowywał się dziwnie. Nie zwracał uwagi na dziewczyny, na nic. Siedział cały czas w swoim dormitorium nad książkami. A teraz to. Widział jak patrzy na dziewczynę. Na Granger. To nie było jego spojrzenie. To spojrzenie było wypełnione żalem współczuciem, i czymś czego Draco nie umiał przyjąć do głowy... a mianowicie kryła się w nich iskierka miłości, do właśnie tej Gryfonki która siedziała na schodach, do Gryfonki która była inteligentna, mądra i piękna, do Gryfonki która nazywała się Hermiona Granger. Draco potrząsnął głową wyganiając wszystkie myśli o Granger. O czym ty myślisz Malfoy, skarcił się w duchu blondyn. Jednak Ślizgon nie mógł przyjąć do głowy że jego przyjaciel może choć trochę darzyć czymś więcej niż przyjaźń Gryfonke. To przecież absurd. A jednak jego oczy nie kłamią. Wiedział że Higgs coś czuje do Granger.
                        *
Przez wielkie okna Skrzydła Szpitalnego wlewały się jasne promienie jesiennego słońca. Hermiona otworzyła oczy i uśmiechnęła się gdy poczuła ciepłe promienie słońca na swojej oliwkowej twarzy. Usiadła na łóżku i zobaczyła że w całym Skrzydle Szpitalnym nie było żywej duszy. Rozglądając się po białej sali zauważyła na swoim stoliku piękny bukiet, a koło nich wielka tabliczkę czekolady. Gryfonka pochyliła się i powąchała kwiaty, pachniały przepięknie. Wzięła do ręki tabliczkę czekolady i wtedy do Skrzydła Szpitalnego wpadł nie kto inny a jej najwierniejszy przyjaciel. Harry Potter.
- O Hermiono nic Ci nie jest? Martwiłem się o Ciebie. - powiedział zdyszany przyjaciel siadając na krześle koło łóżka przyjaciółki. Gryfonka uśmiechnęła się lekko i skinęła głową.
- To dobrze. Kiedy wychodzisz?
- Tego nie wiem. Ale myślę że pani Pomfrey dziś mnie już wypuści, przecież to tylko rana na głowie. - odpowiedziała słabo Hermiona siadając naprzeciwko Harry'ego.
- Tylko rana? Hermiono jakby nie Terence wykrwawiłabyś się na śmierć na tych schodach. A no właśnie co ty robiłaś z Terence?
- Nic szłam na wieże Astronomiczną na lekcje, gdy nagle wpadłam na niego, no i spadłam parę schodów w dół. Wiesz co masz rację, zawdzięczam mu życie. Gdy wyjdę tylko z Skrzydła Szpitalnego, pójdę mu podziękować.
- Może i nadal nie toleruję Ślizgonów, ale go mogę zacząć tolerować, wreszcie uratował życie mojej najlepszej przyjaciółki. - powiedział już Harry z radością w głosie, mrugając do przyjaciółki. Nie mogła się nie roześmiać. Śmiali się długo i nawet nie pamięta gdy znowu zasnęła.
                        *
Była niedziela. Draco nerwowo chodził po swoim gabinecie, czekając w ten sposób na Terena który jak zwykle się spóźniał. Było 10 minut po 8:00, gdy Draco usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedział dość głośno i usiadł za biurkiem. Terence wszedł ostrożnie do środka, i podszedł do biurka blondyna.
- Chciałeś mnie widzieć. Coś się stało?
- Czy coś się stało? Ty już wiesz co się stało! - wrzasnął Draco. Przyjaciel spojrzał na niego ze strachem w oczach. Nie wiedział jak zareagować więc spytał tylko przyciszonym głosem.
- Nie wiem o co Ci chodzi. Co ja zrobiłem?
- O co chodzi? O co chodzi? - Draco nie wytrzymał i wstał gwałtownie od biurka wywracając wszystko co na nim było. Spojrzała na blondyna i powiedział spokojnie. - Chodzi o Granger.
Terence był oszołomiony. Nie wierzył w to że przyjaciel mógł się czegoś domyśleć. Spuścił głowę i wbił wzrok w podłogę.
                        *
Draco trochę się uspokoił i usiadł znów przy biurku. Spojrzał na przyjaciela który wzrok był utkwiony w podłogę.
- Teren spójrz na mnie. - powiedział spokojnym tonem Malfoy. Terence nieśmiało podniósł głowę i spojrzał na przyjaciela ze smutkiem w oczach.
- A teraz mi powiedz o co chodzi z Granger.
- Draco ja... ja... sam nie wiem. Od skończenia wojny, i śmierci Rudego, zaczęła mnie w jakiś sposób do siebie przyciągać. Nie wiem czy to można nazwać miłościom, ale na pewno jest to zauroczenie. Zaczełem czytać książki by się jej upodobać ale to nie przyniosło efektów dalej na mnie nie zwracała uwagi. Robiłem dużo innych rzeczy by zwrócić jej uwagę, ale nic. Aż do wczoraj gdy wpadłem na nią na schodach. Wtedy mnie zauważyła, ale jakim kosztem. Jakby jej się coś stało to nie wiem co bym zrobił...
- Wiem widziałem tą scenę. Teren ale czemu ona. Czemu Granger?
- Tego nie wiem Draco. Ma coś w sobie co mnie do niej przyciąga. Wiem że znamy się długo i jesteśmy przyjaciółmi, ale wiem też że jej nie tolerujesz. I jakbym miał wybierać między Tobą a nią wybrałbym ją. - te słowa były dla blondyna jak cios w serce. Jego przyjaciel zakochany był w Granger. W jego odwiecznym wrogu. Ale przecież musiał coś zrobić by nie stracić przyjaciela.
- Teren wiem że jestem jaki jestem ale swoich przyjaciół szanuję ponad wszystko, i nie chcę stracić Twojej przyjaźni więc...- przerwał na chwilę. - więc jak między Tobą a Granger coś zaikszy będę to wstanie tolerować.
Teren uśmiechnął się do przyjaciela.
- Już zaikszyło.