środa, 29 czerwca 2016

Rozdział 6

A thousnd years.
Draco wcześniej wyszedł z kolacji. Idąc powoli korytarzem rozmyślając o porannej rozmowie z Terenem, nagle usłyszał muzykĘ dochodzącą z salki gdzie on i Granger mieli co środy próby. Podszedł cicho do drzwi i również cicho je otworzył. Wszedł do środka i zamarł. Na środku sali tańczyła Granger, no próbowała tańczyć. Jej czerwona sukienka i długie kręcone włosy wirowały razem z nią. Draco nie widział nigdy czegoś tak pięknego. Nie wiedział że Gryfonka może tak mu zaimponować. Muzyka umilkła a Draco potrząsnął głową wyganiając myśli o brązowowłosej z głowy. O czym ty Draco myślisz? Skarcił się w duchu. Z magnetofonu znów popłynęła piosenka, smutna piosenka. Gryfonka zaczęła tańczyć, w rytm piosenki.
Heart beats fast colors and promises
How to be brave how can I love when I'm afraid to fall
But watching you stand alone
All of my doubt suddenly goes away somehow
One step closer
Draco po 30 sekundach przyglądania się Gryfonce, nie wytrzymał i podszedł do niej od tyłu. Złapał ją w tali i obrócił. Brązowowłosa wydała z siebie tylko stłumiony okrzyk i spojrzała na blondyna zszokowana.
- Co ty robisz Malfoy? - warknęła.
- Nie widzisz? Tańczę Granger. - odpowiedział z uśmieszkiem na twarzy i w tym samym momencie Gryfonka znów wpadła w jego ramiona. Hermiona już się nie odezwała i dała się porwać muzyce, i przystojnemu szarookiemu blondynowi.

I  have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

Time stands still beauty in all she is
I will be brave I will not let anything take away
What's standing in front of me
Every breath every hour has come to this
One step closer
I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

One step closer
One step closer

I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more

And all along I believed I would find you
Time has brought your heart to me
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more
Muzyka ucichła i w sali znowu zrobiło się cicho. Słychać było tylko oddech dwojga ludzi. Dwojga wrogów, którzy teraz stali koło siebie niebezpiecznie blisko. Hermiona popatrzała w oczy Dracona i zauważyła nie chłód, który widziała przez tyle lat, lecz przyjemne ciepło w tych pięknych szarych oczach. Spuściła wzrok, odsunęła się od blondyna biorąc torbę i wychodząc z salki mówiąc tylko.
- Dziękuje, Dobranoc Malfoy. - i wyszła zostawiając Ślizgona samego. Stał jak posąg, nie mógł się ruszyć a ni nic odpowiedzieć. Nie mógł zrozumieć, że ktoś taki jak Granger mógł zrobić na kimś takim jak on, Draconie Malfoy'u wrażenie. Wreszcie się otrząsnął, i wybiegł szybko z sali, by znaleźć się jak najszybciej w swoim gabinecie.
                    `*
Hermiona biegła korytarzem. Była w szoku że ktoś taki jak Malfoy, patrzył na nią, na Hermione Granger takim ciepłem. Wpadła do gabinetu, przebiegając go by jak najszybciej znaleźć się w swojej sypialni. Położyła się na łóżku i zaczęła rozmyślać. W jej głowie było dużo nie wyjaśnionych pytań.
Czemu on ze mną zatańczył?
Czemu w jego oczach było ciepło kiedy na mnie patrzył?
Czemu mnie nie puścił?

Hermiona do późna się zastanawiała nad tymi pytaniami, aż nie zasnęła.
                        *
Malfoy leżał na łóżku. W jego głowie cały czas siedział obraz Granger. I tylko Granger. Nie mógł wyrzucić jej z głowy. Nagle do drzwi ktoś zapukał.
- Proszę! - krzyknął Ślizgon. Do pokoju wszedł Terence. Nie no super, jeszcze on był teraz potrzebny, pomyślał Draco.
Po paru minutach siedzenia w ciszy Higgs westchnął i się odezwał.
- Draco?
- Tak?
- Pomożesz mi?
- W czym? - spytał podejrzliwie Ślizgon. Teren przełknął ślinę i odpowiedział.
- Nie z czym... lecz z kim.
- No to z kim? - blondyn obawiał się najgorszego.
- Z Granger. - powiedział szeptem zielonooki. Malfoy podniósł się z łóżka i spojrzał na przyjaciela, z pytaniem w oczach.
- Czemu ja mam Ci pomóc?
- Słyszałem że masz z nią próby, no i pomyślałem sobie że może coś wspomnisz jej o mnie... - przerwał i spojrzał na przyjaciela. Draco zauważył w jego oczach przygnębienie i smutek. Nie mógł odmówić przyjacielowi. Nie dziwił się już dlaczego Higgs reaguje tak na Gryfonke, bo sam tego doświadczył.
- Pomogę. - odpowiedział rześko, ale sam w to nie wierzył.... nawet nie wiedział dlaczego
                            *
Hermiona wstała wcześnie rano by przed śniadaniem i lekcjami złapać Terena i podziękować mu za uratowanie życia. Ubrała się szybko i wybiegła na korytarz w poszukiwaniu Higgsa. Daleko nie szukała. Na marmurowych schodach prowadzących do OPCM(gdzie uczyła Hermiona) siedział właśnie on. Podeszła do niego bliżej, i wtedy on spojrzał na nią zielonymi oczami.
- O Hemiona. - wstał i wyciągną rękę do dziewczyny by się z nią przywitać. - hej, właśnie na Ciebie czekałem.
- Hej, a ja Ciebie szukałam. - podała mu dłoń, i uśmiechnęła się. Roześmiali się oboję.
- Terence...
- Możesz mówić do mnie Teren. - mrugnął do niej a ona znowu się roześmiała.
- No dobrze. Teren szukałam Cię bo chciałam Ci podziękować za uratowanie życia.
- Hermiona nie dziękuj mi to przecież przez ze mnie spadłaś ze schodów, a ja miałem obowiązek Ci pomóc. - uśmiechnął się blado. Hermiona spojrzała w jego zielone teńczówki, i zauważyła w nich szczerość. Także się uśmiechnęła.
- No ale i tak chciałabym Ci podziękować. A tak w ogóle czemu czekałeś na mnie? - Teren uśmiechnął się.
- No bo mam problemy z Zielarstwem i Starożytnymi Runami... i chciałem się spytać czy byś nie mogła mi udzielać korepetycji? - wydusił z siebie Higgs na jednym oddechu. Hermiona widząc zdenerwowanie Terena roześmiała się. On spojrzał na nią podejrzyliwym wzrokiem.
- Co Cię tak bawi? Że pytam o pomoc? Przecież jesteś nauczycielem, powinnaś pomagać uczniom. - powiedział z wyrzutem blondyn, jednocześnie uśmiechając się do niej. Hermiona przestała się śmiać i także uśmiechnęła się do Higgsa.
- Nie, ale gdy to mówiłeś... oh byłeś tak zdenerowany jakbyś miał mnie zapraszać na randkę.
- Aha. - odpowiedział tylko spuszczając głowę. Hermiona znowu się uśmiechnęła i położyła rękę na jego ramieniu.
- Pomogę Ci. Ale nie dziś. Może być za tydzień w poniedziałek o 20:00 w sali od OPCM?
Teren spojrzał na nią nie śmiałym wzrokiem i także się uśmiechnął gdy zobaczył je uśmiech.
- Jasne. - odpowiedział szczęśliwy. Brunetka się zarumieniła. Omineła Terena i powiedziała cicho.
- No to do zobaczenia.
- Do zobacznia. - odpowiedział oszołomiony, przyglądając się brunetce jak znika w ciemnym korytarzu.
                    *
Hermiona siedziała w swoim gabinecie, i sprawdzała prace napisane przez uczniów 2 i 3 klas. Była za 20 minut 19, gdy ktoś zapukał do jej gabinetu. Na pewno to Ginny. Pomyślała. Wstała i podeszła do drzwi. Lecz zamiast burzy rudych włosów, zielonych oczu i pięknego uśmiechu, zobaczyła blond czuprynę, pięknę szare oczy i bardzo przystojną poważną twarz. Tak to nie była Ginny lecz Malfoy. Czego on tu chce.
- Halo ziemia do Granger. Wpuścisz mnie? - zapytał, a na jego twarz wypłynął złośliwy uśmieszek. Hermiona potrząsneła głową, zganiając się w myśli za swoją nie uważność. Spojrzała hardo w oczy blondyna i także się złośliwie uśmiechnęła.
- A po co miałabym Cię wpuszczać? Co Malfoy?
- Nie chce się kłócić tylko porozmawiać. A w ogóle i tak mamy dziś trening na który możemy iść razem. - Hermiona zmierzyła go wzrokiem. Coś tu je nie grało. Malfoy chciał z nią gadać a niby o czym? I nie chciał się kłócić to dziwne.
- Ale ja nie chcę. - opowiedziała wreszcie, i już zamykała drzwi gdy do środa jej gabinetu wepchnął się szybko Malfoy.
- Czy ty nie rozumiesz po polsku słowa nie? - spojrzała na niego poirytowanym wzrokiem.
- Rozumiem,  a ty nie rozumiesz że chcę porozmawiać a nie kłócić się?
- Malfoy porozmawiać? Serio? Z tobą nie da się rozmawiać w żaden sposób. - oparła się o ścianę przyglądając się blondynowi.
- Ze mną? Raczej z Tobą. Ja tu przychodzę pytam się grzecznie a ty co? Zamykasz mi drzwi przed twarzą.A czego ja mogłem się spodziewać. Pani Granger jest zbyt dumna. - Gryfonka spojrzała na niego wściekła. Na swoich policzkach poczuła ciepło. Zrobiła się cała czerwona ze złości.
- No chyba są to teraz jakieś żarty?! JA CI NIE KAZAŁAM TU PRZYCHODZIĆ!
- Nie kazałaś ale ktoś inny prosił bym tu przyszedł Prosił rozumiesz Granger, nie kazał. - odpowiedział siadając na biurku. Spojrzała na niego, a złość powoli z niej schodziła. -
- Kto? - spytała, i wlepiła swoje orzechowe oczy w przystojną twarz blondyna. Gdy blondyn natrafił na wzrok brunetki, rozpłynął się w jej ciemnych oczach. Lecz to trwało zbyt krótko, by Gryfonka spostrzegła jego zmieszanie. Odwrócił wzrok i powiedział tylko.
- Terence.
- Terence? - spytała zdumiona Gryfonka. Draco spojrzał jeszcze raz na Granger, ale ta już nie patrzyła na niego tylko gdzieś w dal przez okno. - Co chce Terence? - spytała się po chwili milczenia i znów spojrzała na chłopaka. Uśmiechnął się sam do siebie gdy znów zobaczył te wielkie brązowe oczy.
- Nie kumasz nic Granger?
- Ale co ja mam kumać, Malfoy?
- Ehhh a niby jesteś taka intelige...
- Bo jestem! - przerwała mu Gryfonka w połowie wypowiedzi, stanowczym głosem. Draco spojrzał na nią z rozbawieniem.
- Dobra może i jesteś, ale w tej sytuacji na pewno nie.
- Malfoy proszę Cię do rzeczy. - Hermiona zaczęła się już lekko denerwować. Ale on był irytujący, lecz nie w tej chwili. Rozmawiała z nim normalnie bez żadnych kłótni. Cieszyło ją to, i  nie chciała tego przyznać sama przed sobą że taki obrót spraw jej się podobał.
Z jej rozmyśleń wyrwał ją głos blondyna.
- Halo Granger. Słyszysz mnie? Znowu się zawiesiłaś? - Hermiona potrząsneła głową i spojrzała w szarę zamglonę tęńczówki chłopaka.
- Jakie ty masz piękne oczy. - mruknęła, cały czas wlepiając swoje orzechowe oczy w oczy Malfoy'a. Ślizgon spojrzał na nią nie zrozumiałym wzrokiem i pomachał jej ręką przed twarzą.
- Co? - Hermiona spojrzała na twarz Malfoya która wyrażała zdziwienie. Co ona do cholery zrobiła? POWIEDZIAŁA NA GŁOS ŻE MA PIĘKNE OCZY! Co niestety było prawdą. ALE ONA TO POWIEDZIAŁA NA GŁOS. Hermiona wbiła wzrok w ziemie.
- Nic. - mrukneła i zeskoczyła z biurka. Draco poszedł w jej ślady, i parę sekund później stał przed Gryfonką.
- I tak słyszałem, chciałem się upewnić. Dzięki. - uśmiechnął się złośliwie. Hermiona przewróciła oczami.
- Mafoy daruj sobie. To była chwila słabości. To nic nie znaczyło. - prychnęła. Ślizgon pokiwał głową.
- To wiele znaczyło, Granger. - i puścił jej oczko.
- Malfoy skończ już! Jezu nie umiesz zapomnieć?
-  Nie. - odpowiedział rozbawiony.
- I po co ja się głupio pytam? - powiedziała na głos sama do siebie Gryfonka. Odwróciła się od Ślizgona, lecz naglę przypomniało się jej po co tu przyszedł. Odwróciła się i zobaczyła na jego twarzy rozbawienie.
- I z czego się śmiejesz jak głupi? Dobra nie ważne. Mów co chce ode mnie Terence?
Blondynowi momentalnie zniknął uśmiech z twarzy, i przyjął poważny wyraz twarzy. Ominął Gryfonkę i podszedł do drzwi. Za nim je otworzył odwrócił się i powiedział.
- Nic. Zupełnie nic. Do zobaczenia za 10 minut w sali. Będę czekać. - uśmiechnął się zostawiając Gryfonkę samą.
- Malfoy! - krzyknęła. - Wracaj tu! Powiedz mi co chciał Terence! - krzyczała, ale Ślizgon już dawno był daleko od drzwi dziewczyny i nie był w stanie usłyszeć jej krzyków. Zrezygonwana Hermiona usiadła na łóżku zastanawiając się nad wszystkim co się dziś wydarzyło.
- I tak się dowiem co Terence chciał. - wstała i wyszła z gabinetu, kierując się w stronę salki.

niedziela, 19 czerwca 2016

Rozdział 5

Na początku chciałabym powiedzieć wam że teraz na blogu razem ze mną będzie America! Jak zauważyliście w poprzedni rozdziale dodała coś od siebie co mi się bardzo spodobało. Dawno mnie nie było, ale powód był jeden: szkoła. Dobrze że już się kończy. Jestem teraz w stanie zupełnie oddać się blogowi. O to już 5 rozdział! Jeśli podoba się wam mój blog. Komentujcie! Muszę wiedzieć ile osobom się podoba to ja piszę!

Wypadek.

- I co dowiedziałeś się coś więcej o tym balu? - zapytała Hermiona, wracając razem z Harrym z Wielkiej Sali. Chłopak spojrzał na nią i westchnął.
- No właśnie nie. McGonagall nie chce mi nic powiedzieć.
- Nic a nic?
- Nic a nic. - westchnął znowu Harry. - powiedziała tylko że to jest niespodzianka i tylko ona i paru wtajemniczonych nauczycieli wie  co ma się wydarzyć.
- No ale przecież ty jesteś zastępcą dyrektora! Jesteś ważniejszy od jakiś tam nauczycieli, to ty powinieneś wiedzieć najwięcej. To absurd. - powiedziała oburzonym głosem Hermiona.
Stanęli przed drzwiami które prowadziły do gabinetu brunetki.
- No ale co zrobisz Miona? Nic. Musimy cierpliwie czekać dopóki niczego się nie dowiemy. - Hermiona spojrzała na chłopaka który obserwował ją swoimi zielonymi oczami. Poczuła jak się rumieni i lekko uśmiecha.
- Może i masz rację, ale strasznie chcę wiedzieć co na tym balu będzie... i boję się spotkania z Wiktorem. - przyznała po chwili ciszy brązowłosa. Harry złapał ją za rękę i ruchem dłoni zmusił ją by spojrzała na niego.
- Hermiono jak będę cokolwiek wiedział dowiesz się o tym pierwsza. A o Wiktora się nie martw. Znam go przecież i ty też i oby dwoje wiemy że nie będzie Ci robił pretensji o to że nie pisałaś do niego, i że się zakochałaś się w kimś innym.
Hermiona spojrzała na niego oczami pełnymi łez, i uśmiechnęła się do przyjaciela.
- Masz rację Harry. Dziękuje. - odpowiedziała wtulając się przyjaciela.
                        *
Dochodziła północ więc Hermiona musiała się powoli zbierać na lekcje astronomii. Ubrała szkolną szatę i okryła się bluzą po czym wyszła z swojego gabinetu kierując się na wierze astronomiczną.
                        *
Draco siedział w swoim gabinecie nad papierami, które przyniosła mu McGonagall do wypełnienia. Spojrzał na zegarek i zauważył że dochodzi północ.
- Czas się zbierać. - powiedział sam do siebie, i wstał od biurka kierując się do toalety. Wygładził włosy i założył szatę szkolną z wężem na piersi. Spojrzał ostatni raz w lustro i wyszedł z gabinetu kierując się na wierze astronomiczną.
                        *
Hermiona z nosem w książce szła na wierzę astronomiczną. Naglę poczuła że na kogoś wpadła i zlatuje 2,3 a może nawet 5 schodków w dół. Podniosła się i zauważyła że w jej kierunku idzie jakaś smukła postać która po chwili, pochylała się już nad nią.
- Nic  Ci nie jest? - zapytał chłopak z blond czupryną i zielonymi oczami. Hermiona przyłożyła rękę do głowy i poczuła na palcach lepką maź. Skrzywiła się i odpowiedziała.
- Nie nic, poza rozbitą głową. - i wtedy zauważyła na jego piersi znak węża. Wiedziała co to oznacza. Chłopak był z Slytherinu.  A dokładnie Terence Higgs.
- Pokaż. - powiedział chłopak i dotknął swoimi długimi kościstymi palcami głowy Hermiony.
- Ałaa. - krzyknęła Hermiona gdy Terence oglądał ranę.
- Przepraszam. - powiedział głosem pełnym żalu. - ale nie wygląda to dobrze. Trzeba to opatrzyć. Chodź zaprowadzę Cię do skrzydła szpitalnego. - powiedział chłopak podając dziewczynie rękę. Ta nie wierzyła co przed chwilą usłyszała. Terence Higgs, Ślizgon chce jej pomóc?! I jeszcze podaję jej rękę?
- Dzięki ale poradzę sobie. Właśnie szłam na lekcje i....
- Oh Hermiono, możesz mi nie wierzyć ale ludzie się zmieniają. Może w twoich oczach jestem zwykłym wrednym Ślizgonem jak reszta, ale już taki nie jestem. Wojna się skończyła, nie chcę walczyć. Więc pozwól sobie pomóc. - spojrzał na nią swoimi zielonymi tęńczówkami a Hermiona wiedziała że mówi prawdę. Uśmiechnęła się nieśmiało i podała rękę Higgsowi, a ten pomógł jej wstać.
- Dziękuje. - powiedziała cicho, gdy szli ciemnym korytarzem do Skrzydła Szpitalnego.
- Nie ma za co. - odpowiedział łagodnym tonem Higgs.
Przez całą drogę nie odezwali się już do siebie.
                        *
Draco który akurat zmierzał na wieże astronomiczną, usłyszał nagle krzyk dobiegający z schodów. Wszedł po cichu parę stopni, i zamarł. Na schodach siedziała Granger z raną na głowie z której sączyła się krew, a nad nią pochylał się Terence. Tak Terence Higgs, przyjaciel Draco Malfoya, który tak samo jak on nienawidzi szlam. Lecz Draco wiedział że coś się zmieniło od skończenia wojny. Terence zachowywał się dziwnie. Nie zwracał uwagi na dziewczyny, na nic. Siedział cały czas w swoim dormitorium nad książkami. A teraz to. Widział jak patrzy na dziewczynę. Na Granger. To nie było jego spojrzenie. To spojrzenie było wypełnione żalem współczuciem, i czymś czego Draco nie umiał przyjąć do głowy... a mianowicie kryła się w nich iskierka miłości, do właśnie tej Gryfonki która siedziała na schodach, do Gryfonki która była inteligentna, mądra i piękna, do Gryfonki która nazywała się Hermiona Granger. Draco potrząsnął głową wyganiając wszystkie myśli o Granger. O czym ty myślisz Malfoy, skarcił się w duchu blondyn. Jednak Ślizgon nie mógł przyjąć do głowy że jego przyjaciel może choć trochę darzyć czymś więcej niż przyjaźń Gryfonke. To przecież absurd. A jednak jego oczy nie kłamią. Wiedział że Higgs coś czuje do Granger.
                        *
Przez wielkie okna Skrzydła Szpitalnego wlewały się jasne promienie jesiennego słońca. Hermiona otworzyła oczy i uśmiechnęła się gdy poczuła ciepłe promienie słońca na swojej oliwkowej twarzy. Usiadła na łóżku i zobaczyła że w całym Skrzydle Szpitalnym nie było żywej duszy. Rozglądając się po białej sali zauważyła na swoim stoliku piękny bukiet, a koło nich wielka tabliczkę czekolady. Gryfonka pochyliła się i powąchała kwiaty, pachniały przepięknie. Wzięła do ręki tabliczkę czekolady i wtedy do Skrzydła Szpitalnego wpadł nie kto inny a jej najwierniejszy przyjaciel. Harry Potter.
- O Hermiono nic Ci nie jest? Martwiłem się o Ciebie. - powiedział zdyszany przyjaciel siadając na krześle koło łóżka przyjaciółki. Gryfonka uśmiechnęła się lekko i skinęła głową.
- To dobrze. Kiedy wychodzisz?
- Tego nie wiem. Ale myślę że pani Pomfrey dziś mnie już wypuści, przecież to tylko rana na głowie. - odpowiedziała słabo Hermiona siadając naprzeciwko Harry'ego.
- Tylko rana? Hermiono jakby nie Terence wykrwawiłabyś się na śmierć na tych schodach. A no właśnie co ty robiłaś z Terence?
- Nic szłam na wieże Astronomiczną na lekcje, gdy nagle wpadłam na niego, no i spadłam parę schodów w dół. Wiesz co masz rację, zawdzięczam mu życie. Gdy wyjdę tylko z Skrzydła Szpitalnego, pójdę mu podziękować.
- Może i nadal nie toleruję Ślizgonów, ale go mogę zacząć tolerować, wreszcie uratował życie mojej najlepszej przyjaciółki. - powiedział już Harry z radością w głosie, mrugając do przyjaciółki. Nie mogła się nie roześmiać. Śmiali się długo i nawet nie pamięta gdy znowu zasnęła.
                        *
Była niedziela. Draco nerwowo chodził po swoim gabinecie, czekając w ten sposób na Terena który jak zwykle się spóźniał. Było 10 minut po 8:00, gdy Draco usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedział dość głośno i usiadł za biurkiem. Terence wszedł ostrożnie do środka, i podszedł do biurka blondyna.
- Chciałeś mnie widzieć. Coś się stało?
- Czy coś się stało? Ty już wiesz co się stało! - wrzasnął Draco. Przyjaciel spojrzał na niego ze strachem w oczach. Nie wiedział jak zareagować więc spytał tylko przyciszonym głosem.
- Nie wiem o co Ci chodzi. Co ja zrobiłem?
- O co chodzi? O co chodzi? - Draco nie wytrzymał i wstał gwałtownie od biurka wywracając wszystko co na nim było. Spojrzała na blondyna i powiedział spokojnie. - Chodzi o Granger.
Terence był oszołomiony. Nie wierzył w to że przyjaciel mógł się czegoś domyśleć. Spuścił głowę i wbił wzrok w podłogę.
                        *
Draco trochę się uspokoił i usiadł znów przy biurku. Spojrzał na przyjaciela który wzrok był utkwiony w podłogę.
- Teren spójrz na mnie. - powiedział spokojnym tonem Malfoy. Terence nieśmiało podniósł głowę i spojrzał na przyjaciela ze smutkiem w oczach.
- A teraz mi powiedz o co chodzi z Granger.
- Draco ja... ja... sam nie wiem. Od skończenia wojny, i śmierci Rudego, zaczęła mnie w jakiś sposób do siebie przyciągać. Nie wiem czy to można nazwać miłościom, ale na pewno jest to zauroczenie. Zaczełem czytać książki by się jej upodobać ale to nie przyniosło efektów dalej na mnie nie zwracała uwagi. Robiłem dużo innych rzeczy by zwrócić jej uwagę, ale nic. Aż do wczoraj gdy wpadłem na nią na schodach. Wtedy mnie zauważyła, ale jakim kosztem. Jakby jej się coś stało to nie wiem co bym zrobił...
- Wiem widziałem tą scenę. Teren ale czemu ona. Czemu Granger?
- Tego nie wiem Draco. Ma coś w sobie co mnie do niej przyciąga. Wiem że znamy się długo i jesteśmy przyjaciółmi, ale wiem też że jej nie tolerujesz. I jakbym miał wybierać między Tobą a nią wybrałbym ją. - te słowa były dla blondyna jak cios w serce. Jego przyjaciel zakochany był w Granger. W jego odwiecznym wrogu. Ale przecież musiał coś zrobić by nie stracić przyjaciela.
- Teren wiem że jestem jaki jestem ale swoich przyjaciół szanuję ponad wszystko, i nie chcę stracić Twojej przyjaźni więc...- przerwał na chwilę. - więc jak między Tobą a Granger coś zaikszy będę to wstanie tolerować.
Teren uśmiechnął się do przyjaciela.
- Już zaikszyło.

czwartek, 12 maja 2016

Rozdział 4

Próba.
Minął cały tydzień od wizyty u McGonagall, i dowiedzenia się przez Hermione i Draco, że będą na siebie skazani na parę długich tygodni.
                    *
Była środa, rano. Hermiona jak zawsze wstała wcześnie, wzięła prysznic i się ubrała. Przez cały tydzień unikała wzroku blondyna jak i  jego całej osoby. Wiedziała jednak że dziś spotkania z nim nie uniknie i to ją dołowało.
                    *
Draco wyczołgał się leniwie z łóżka i poczłapał do łazienki. Spojrzał w lustro i się skrzywił. Włosy miał rozczochrane a pod oczami można było zauważyć sińce. Wszedł pod prysznic, i gdy poczuł, że na jego ciało spływają powoli krople ciepłej wody, przeszedł mu dreszcz po plecach. Stojąc pod prysznicem rozmyślał o dzisiejszym treningu. Wiedział, że Granger unikała jego wzroku a gdy go widziała odwracał się i szła inną drogą. Bawiło go to.
Wyszedł spod prysznica owijając się białym ręcznikiem w pasie, który wtapiał się w mleczną skórę Ślizgona. Włosy wysuszył za pomocą różdżki i zostawił je w idealnym nieładzie, utrwalając je zaklęciem. Sińce pod oczami także zlikwidował zaklęciem. Wyszedł z łazienki i udał się do szafy. Ubrał się w czarną koszule i przetarte dżinsy. Spojrzał w lustro i uśmiechnął się sam do siebie po czym wyszedł z gabinetu.
                               *
Hermiona siedziała w swoim gabinecie ze wzrokiem wbitym w zegar nad drzwiami do jej sypialni. Było tylko jeszcze 10 minut do śniadania ale ona nie chętnie chciała wyjść ze swojego gabinetu. Bała się tego, że może nieoczekiwanie wpaść na Malfoya... a tego bardzo nie chciała. Wystarczyło jej że musi go dziś widzieć na treningu i się jeszcze z nim dotykać. Gdy przez myśl jej przyszło to, że blondyn będzie musiał ją dotknąć, przeszedł po jej całym ciele dreszcz... dreszcz obrzydzenia. Odpędziła wszystkie te myśli, wstając powoli ze swojego krzesła i idąc powolnym krokiem w stronę drzwi.
                    *
Draco siedział już przy stole nauczycielskim w Wielkiej Sali,  gdzie przez wielkie drzwi wlewała się garstka uczniów którzy w pośpiechu zasiadali do swoich stołów. Zauważył że przy stole jak i na sali nie pojawiła się jeszcze jedna osoba. Mianowicie chodziło mu o Granger. Czyżby pani wszystko wiedząca spóźniała się? - pomyślał blondyn ale jego myśl została szybko rozwiana ponieważ w tłumie uczniów zauważył charakterystyczną burzę kasztanowych loków.
                    *
Hermiona weszła do Wielkiej Sali przeciskując się przez garstkę uczniów. Kątem oka zauważyła, że w jej stronę spogląda Malfoy więc szybko odwróciła wzrok, który padł na rudowłosą dziewczynę. W jej kierunku szła Ginny z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Hej Miona! Siadasz z nami? - rudowłosa rzuciła się  przyjaciółce na szyje. Kasztanowłosa pomyślała czemu nie? Chociaż ominie kolejnego wzroku Malfoya, a tym bardziej spotkania z nim.
- Oczywiście! - odpowiedziała po chwili, a na jej twarzy zagościł uśmiech. Na twarzy rudowłosej także pojawił uśmiech i nie pytając nikogo wzięła kasztanowłosą za rękę i pociągnęła ją do stołu Gryfonów, którzy ją przywitali z otwartymi rękami.
                    *
Draco obserwował tą scenę ze zażenowaniem. Wiedział doskonale że to przez niego dziewczyna usiadła razem z Gryfonami by uniknąć "przypadkowego" spotkania z jego osobą. Miał z tego wielką satysfakcje i wiedział że dziewczyna długo nie wytrzyma i zrezygnuje z całej tej szopki a wtedy przydzielą mu inna partnerkę, i to ich dom już tak od dłużego czasu zdobędzie puchar domów. Uśmiechnął się do siebie w duchu, spuszczając wzrok z Gryfonki, i skupiając się na śniadaniu.
                    *
- Dzień Dobry uczniowie! - odezwała się się głośno Hermiona wchodząc do sali od OPCM, gdzie lekcje rozpoczął 3 rocznik. Dzieci gdy ją zauważyły wróciły na swoje miejsca i chórem odpowiedziały jej, po czym usiadły i spoglądały w stronę nauczycielki z ciekawym wzrokiem.
- Dziś na lekcji zajmiemy się boginem. Czy może ktoś z was wie co to jest? - spytała Hermiona, rozglądając się po klasie. Na końcu klasy zauważyła wysoko uniesioną rękę, która przed chwilą wystrzeliła w górę.
- Słucham...
- Esme Thery pani profesor. - odezwała się  dziewczynka z uśmiechem na twarzy o zielonych oczach i blond włosach.
- Słucham Esme. - odpowiedziała również miło jak dziewczynka uśmiechając się serdecznie. Dziewczynka wstała i zaczęła mówić, dość pewnie.
- Tak więc bogin siedzący sobie gdzieś w ciemności nie ma żadnej widzialnej postaci. Jeszcze nie wie, co najbardziej przestraszy osobę znajdującą się na zewnątrz. Nikt nie wie, jak bogin wygląda, kiedy jest sam, ale kiedy wychodzi, natychmiast staje się czymś, czego najbardziej się boimy. - wyrecytowała dziewczynka cały czas z uśmiechem na twarzy. Hermiona spojrzała na nią zszokowana. Dziwiła się że ona w ogóle coś o tym wiedziała. Ale nagle przypomniała sobie siebie w 3 klasie kiedy to ona wyrecytowała także to wszystko co przed chwilą dziewczynka. Uśmiechnęła się do uczennicy i kazała jej usiąść.
- Brawo! +15 punktów dla Slytherinu.
- Dziękuje. - odpowiedziała uczennica po czym usiadła na swoje miejsce.
Naglę do drzwi ktoś zapukał.
- Proszę. - powiedziała Hermiona nie podnosząc głowy znad książek. Do sali ktoś wszedł. Spojrzała w stronę drzwi, i aż ją zamurowało. W drzwiach stał Malfoy. Tak Draco Malfoy. Co on do cholery chce? - pomyślała Hermiona po czym spytała o to Malfoya lecz bardziej grzeczniejszy sposób.
- Dzień Dobry. W czym mogę pomóc.
Draco spojrzał na nią i przewrócił oczami.
- Pani nigdy by mi nie mogła pomóc. - po sali dało się słyszeć cichy śmiech. Kasztanowłosa spiorunowała go wzrokiem.
- Do konkretów proszę.
- Dyrektor McGonagall prosi nas do swojego gabinetu. - powiedział szybko Malfoy opierając się o betonową ścianę. Hermiona spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem.
- Nas? Ale ja mam lekcje i nie mogę wyjść z sali. Powiedz McGonagall że w tym momencie nie mogę. - i znów zaczęła coś skrobać w notatniku. Nagle zobaczyła czyjeś dłonie na biurku. Spojrzała w górę i zobaczyła twarz blondyna który ciskał nią z oczu błyskawicami.
- McGonagall wie o tym doskonale. Zajmij czymś swoich uczniów i chodź. - powiedział chłodno Draco w jej stronę. Kasztanowłosa przewróciła oczami i odezwała się w kierunku klasy.
- Uczniowie muszę na moment wyjść. Zaraz przyjdę. Proszę was abyście poćwiczyli dzisiejsze zaklęcie które obroni was przed boginem, a mianowicie Riddikulus. Na razie poćwiczcie  tylko wymowę tego zaklęcia, a jak wrócę wypróbujemy to na przygotowanym przeze mnie boginie. Zrozumieliście? - spojrzała pytającym wzrokiem na klasę, a oni kiwnęli tylko głowami. Wstała więc z krzesła i razem z Malfoy'em wyszli z klasy.
Gdy Hermiona znalazła się już przy schodach poczuła że naglę ktoś przyciska ją do ściany. Był to niestety Malfoy.
- Co ty robisz?! Puść mnie! - krzyknęła i zaczęła się wyrywać, ale niestety Ślizgon był o wiele silniejszy od Gryfonki.
- Słuchaj Granger. Odpuść sobie ten bal i całą tą szopkę, a ja zostawię Cię w spokoju i nie będziesz musiała się ze mną użerać. - odezwał się po chwili Draco mocniej przyciskając ją do ściany. Kasztanowłosa spojrzała na niego z przymrużonych oczu i westchnęła.
-  A więc o to Ci chodzi. Chcesz żebym zrezygnowała, żebyś mógł zgarnąć punkty dla swojego domu, po czym byście wygrali puchar. Haha o nie nie, nie tym razem Malfoy.
- Powtórzę to ostatni raz! Zrezygnuj! - zaczął krzyczeć w stronę dziewczyny. Ta nic nie wzruszona zaczęła śmiać się mu w twarz.
- Chyba śnisz! Słuchaj nie zrezygnuję z niczego! Bo ty tak chcesz. - krzyknęła mu w twarz, wyrywając się przy tym blondynowi.
- Pożałujesz tego Granger! - krzyknął za nią Draco po czym odszedł w stronę lochów a Hermiona wróciła na lekcje.
                    *
Dochodziła 18:00. Hermiona zdecydowała że wyjdzie trochę wcześniej i poczeka przy salce na nauczycieli. Wiedziała że nie spotka Malfoya, bo znając życie pan arystokrata się spóźni. Założyła swoja ulubioną czerwoną sukienkę z jedwabiu, a na nią nałożyła szatę szkolną. Włosy spięła w szybkiego kitka, i wyszła z gabinetu podążając do sali przez ciemne korytarze zamku.
                    *
Draco już za 20 minut 18:00 czekał przed drzwiami które prowadziły do nie wielkiej salki. Oparty o ścianę rozmyślał o różnych sprawach. Choć od śmierci jego rodziców minęło już wiele czasu, on cały czas miał przed oczami scenę w której Voldemort ich zabija, a oni upadają na ziemie z otwartymi oczami w których widać było strach. Ślizgon potrząsnął głową tym samym odganiając od siebie tę myśl. Naglę w oddali usłyszał kroki, odwrócił się w stronę dźwięku i zobaczył że po schodach schodzi nie kto inny jak pani Hermiona Granger. Draco by trochę przestraszyć kasztanowłosą schował się bardziej w cień, i czekał na brunetkę. Hermiona niczego się nie spodziewając podeszła do salki w wielkiej zadumie. Oparła się o ścianę i cicho westchnęła.
- Czemu ja zawsze muszę mieć takiego pecha? - spytała samą siebie na głos.
- Bo ty Granger zawsze masz pecha. - usłyszała naglę bardzo znajomy jej chłodny ton głosu. Odwróciła się i zmrużyła oczy. Z cienia w którym przed chwilą stał chłopak wyłonił się Draco. Szatynka rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i odwróciła się od blondyna któremu nie schodził uśmiech z twarzy. Był strasznie z siebie zadowolony. Jak to Draco.
- Co nie rzucisz żadnej riposty Granger? - zaczął prowokująco Draco. Kasztanowłosa nie odwróciła się ale odpowiedziała tyko.
- Dorośnij. - blondyna zatkało. Nie wiedział co odpowiedzieć więc już się nie odezwał. Lecz po nie całych 5 minutach patrzenia się w sufit i przyglądania się brunetce powiedział.
- A ty co zamierzasz tańczyć w szacie szkolnej? No tak zapomniałem ty nawet nie masz czym się zaprezentować. - i na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. Gryfonka odwróciła się w stronę Ślizgona i także go zmierzyła. Musiała przyznać że nie miała do czego się przyczepić ponieważ blondyn wyglądał po prostu bosko, w przeciwieństwie do niej.
- A ty co masz zamiar tańczyć w dżinsach? - powiedziała po chwili zastanawiania Hermiona.
- Tak a co? Dżinsy są genialne do tańczenia.
- Yhymm... - westchnęła kasztanowłosa ze zrezygnowania i ponownie odwróciła się od blondyna. Nie miała po prostu siły się z nim kłócić.
                        *
- Hermiona Jane Granger i Draco Lucjusz Mafoy? - spytała się niska kobieta o czarnych włosach i niebieskich oczach.
- Tak. - odpowiedział krótko Hermiona za siebie jak i za Dracona. Niebieskooka uśmiechnęła się do nich pokazując przy tym swoje piękne białe równe zęby, i podeszła do nich z wyciągnięta ręką.
- Witam! Miło was poznać. Ja jestem Emma, Emma Tright. A to, - pokazała ręką na wysokiego i umięśnionego mężczyznę stojącego za nią. - to Eric Reftic. - mężczyzna się również uśmiechnął i podał dłoń w geście powitania.
                        *
                                        /America
Cała czwórka weszła do sali. Hermiona stanęła jak wryta. Sala była niewielka, ale przez otaczające połowę sali lustra wydawała się optycznie większa. Ściany były w kolorze delikatnego  beżu, a na drewnianej podłodze było widać ślady zużycia w tym wgniecenia od obcasów. Po prawej stronie znajdowało się  wielkie okno przez które można było dostrzec błonia, jezioro a także Zakazany Las. Po lewej stronie można było dostrzec drążki wykonane z drewna akacji.
- Ziemia do Granger. - powiedział z irytacją Draco i pomachał jej ręką przed twarzą.
Spojrzała na niego z wrogością i przewróciła oczami.
- Dobrze - powiedziała Emma klaszcząc w ręce. - chcielibyśmy wiedzieć na czym stoimy więc puścimy wam piosenkę a wy spróbujecie coś zatańczyć. Draco w parze ze mną a Hermiona z Eric'iem.
Kasztanowłosa zdjęła szkolną szatę, a na jej ciele ukazała się krótka czerwona sukienka. Szarooki wręcz oniemiała. Opadła mu szczęka. Nigdy nie widział Gryfonki w takim wydaniu. Szybko się otrząsnął i przeczesał dłonią włosy zostawiając je w jeszcze większym nieładzie.
Czarnowłosa puściła piosenkę. Draco z niechęcią podszedł do niej, a Hermiona z zapałem wręcz podbiegła do Reftic'a. Przetańczyli (a przynajmniej próbowali) całą piosenkę.
- Dajcie nam chwilę - zaczęła niebieskooka - musimy omówić parę spraw z Eric'iem.
Po tych słowach oboje opuścili salę. Miona podeszła do okna i oglądała krajobraz tworzący się zanim. Dracon stanął po zupełnie drugiej stronie sali. Tak bardzo krótka chwila ciszy dłużyła im się w wieczność.
Do sali wrócili tancerze.
- Mamy dla was świetną wiadomość, a przynajmniej tak nam się zdaje - zaczął mężczyzna - nie będziemy musieli z wami tutaj siedzieć.
Malfoy spojrzał na nich z nadzieją, że nie będziemy w ogóle uczyć się tego tańca.
- Draco jest tak dobrym tancerzem, że dacie sobie radę sami. - zwróciła się do Ślizgona - Będziesz musiał poduczyć trochę Mionę. Mogę się do ciebie tak zwracać ? - kasztanowłosa  kiwnęła głową zgadzając się. - Świetnie. Tylko macie się spotykać co najmniej raz na tydzień.
- Oczywiście - powiedziała brązowooka z ledwo dostrzegalnym sarkazmem.
- To my już was zostawiamy. Macie poćwiczyć dzisiaj około jednej godziny. Co jakiś czas będziemy wpadać żeby sprawdzić jak wam idzie. Do widzenia - powiedział z uśmiechem zielonooki.
Wszyscy się ze sobą pożegnali
- Dobra Granger chcę mieć to za sobą. - zaczął szarooki - Zaczniemy od podstaw tanga.
Hermionie opadła delikatnie dolna warga. Ona nigdy nie miała do czynienia z jakimkolwiek tańcem a tu Draco wyskakuje z tangiem.
-No chodź tu a nie tak patrzysz - powiedział zirytowany
Gryfonka podeszła do niego niepewnym krokiem.
- Stań obok i powtarzaj moje kroki.
Młody Malfoy przez 20 minut tłumaczył Granger że w danym momencie ma być lewa a nie prawa noga.
- GRANGER! Znowu nie ta noga - powiedział zdenerwowany - ja nie wiem jak ja wytrzymam z tobą przynajmniej raz w tygodniu na próbach.

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 3


 Spotkanie.


    Dochodziła 15:00 a Harry jeszcze nie przychodził. Hermiona stała w Sali Wejściowej opierając się plecami o ścianę z założonymi rękami. Ubrana była w czarne leginsy i czarny jesienny płaszcz. Stojąc tak i czekając na Harry'ego myślała o różnych rzeczach takich jak Bal Integracyjny, Wiktor Krum który ma przybyć do Hogwartu, jak poprowadzi pierwszą lekcje...
    -Hej Hermiono przepraszam za spóźnienie ale McGonagal zatrzymała mnie na chwile w swoim gabinecie by porozmawiać o balu. - odezwał się Harry który wyrwał brązowłosą z myśli i stanął koło niej wyginając usta w przepraszający uśmiech.
    -Nic się nie stało. Miałam chociaż chwilę by pomyśleć o różnych sprawach. - i także uśmiechnęła się do przyjaciela.
    -Jakich sprawach?- zapytał z troską w głosie Harry. Hermiona spojrzała na niego przelotnie i odpowiedziała:
    - A nie ważne. Same błahostki. - odpowiedziała wciąż się uśmiechając.
    - No dobrze jak to błahostki to nie mam się czym martwić. No to co idziemy?
    - Idziemy. - odpowiedział uśmiechając się pod nosem.
Hermiona i Harry idąc do Dziurawego Kotła cały czas rozmawiali, żartowali i śmiali się. Gdy dotarli wreszcie na miejsce, i weszli do środka zaczęli szukać wolnego stolika. Znaleźli jakiś wolny stolik w rogu przy oknie. Idąc w stronę stolika ktoś naglę zawołał.
    -Harry! - Harry i Hermiona odwrócili się i zobaczyli że w ich stronę idzie Dean Thomas.
    - Część Harry. - przywitał się Dean będąc już przy Harrym. Spojrzał na Hermionę. - O część Hermiono.
    -Część. - odpowiedział Hermiona z wzrokiem wbitym w ziemie.
    - Harry czy mógłbym na chwilę Cię "porwać". - powiedział i obaj spojrzeli na Hermione. Hermiona spojrzała na nich i odpowiedziała z uśmiechem.
    - Tak nie ma sprawy, pójdę zająć miejsca i poczekam tam na Ciebie.
    - Na pewno mogę iść? - spojrzał na nią Harry podejrzliwym wzrokiem. Hermiona jeszcze bardziej się uśmiechnęła i odpowiedziała.
    - Tak Harry. Na pewno, idź pogadać ale szybko wracaj.
    - Dziękuje Hermiono. - powiedział Harry cały rozpromieniony. Odwrócił się do Deana i razem z nim poszedł w stronę innego stolika. Hermiona stała jeszcze przez chwile patrząc się na oddalającego się  przyjaciela, po chwili jednak odwróciła się i zaczęła iść w stronę upatrzonego stolika. Gdy zbliżyła się do stolika ściągnęła kurtę i przewiesiła ją przez oparcie krzesła. Po chwili do jej stolika podeszła kelnerka o niebieskich oczach i blond włosach. Z uśmiechem na twarzy powiedziała.
    - Witam! Czy coś pani podać? - zapytała kelnerka cały czas się uśmiechając. Hermiona spojrzała na nią z uśmiechem i powiedziała.
    - Tak poproszę dwa piwa kremowe.
    - To wszystko? - spojrzała pytającym wzrokiem kelnerka.
    - Tak. - odpowiedziała krótko Hermiona. Kelnerka znowu się uśmiechnęła, odwróciła sie i poszła w kierunku baru. Hermiona za to rozłożyła się wygodniej na krześle znowu rozmyślając o balu, Wiktorze i o pierwszej lekcji jaką przeprowadzi pierwszy raz w życiu.
    - Granger! - usłyszała znajomy zimny głos. Odwróciła się od stołu i zobaczyła że w jej kierunku idzie Malfoy. Tak Draco Mafoy. Jezu co on znowu chcę! Pomyślała Hermiona i szybko odwróciła się od blondyna który akurat zbliżył się do stołu i usiadł na przeciwko brązowłosej.
    - Co tak sama siedzie? Co pan Harry Potter zastępca dyrektora nie przyznaje się do Ciebie? - i znów usłyszała ten zimny ton głosu. Oparła się bardziej o oparcie krzesła, i przewróciła oczami.
    - Nie. Poszedł porozmawiać na chwile z De... A w ogólę co ja będę się Tobie tłumaczyć! Czego chcesz? Znowu się ze mnie ponaśmiewać czy może wyzwać po raz tysięczny od szlam? Hmm...? - powiedziała ze złością w głosie i zmierzyła go wzrokiem.
    - Hmm nie tym razem. Ale wiedz że chętnie bym to zrobił. No ale przechodząc do sedna rzeczy, bo wiesz nie jest przyjemnością siedzenie tutaj z Tobą no bo wiesz reputacje sobie psu...
    - Jezu! Malfoy! Do rzeczy! A nie narzekasz, jak Ci się nie podoba że siedzisz tu ze mną i nie wiadomo w jaki sposób psuje Ci reputacje! - krzyknęła nagle Hermiona, czerwieniąc się na twarzy. Nagle zobaczyła że wszyscy w barze umilkli i spojrzeli się w stronę ich stolika. Ona obejrzała się za siebie i naglę wszyscy znowu zaczęli głośno rozmawiać spoglądając cały czas w stronę ich stolika. Odwróciła się na pięcie w stronę Malfoya jeszcze bardziej czerwona na twarzy. Spojrzała na blondyna a on tylko jej się przyglądał z przymrużonych oczu.
    - No no Granger pokazała pazurki. - powiedział po chwili szarooki z uśmiechem na twarzy.
     - Powiesz w końcu po co tu przyszedłeś? Czy nie! - powiedziała znowu Hermiona, ale tym razem ściszonym głosem.
    - McGonagall chcę nas dziś widzieć w swoim gabinecie wieczorem po kolacji. - odpowiedział jej Malfoy już poważanym ale nadal zimnym głosem. Hermiona zdziwiona spojrzała na blondyna i powtórzyła.
    - Nas?
    - Tak nas Granger. Nie dotarło jeszcze do tej Twojej niby mądrej główki? - znowu spojrzał na nią z przymrużonych oczu. Hermiona otworzyła usta by coś powiedzieć ale od razu je zamknęła. Spojrzała tylko na blondyna z pogardą w oczach i spuściła wzrok na stół. On uśmiechnął się do siebie pod nosem, wstał od stołu, ubrał kurtkę i poszedł w stronę drzwi zostawiając Hermione samą przy stoliku. Brązoko gdy znowu zerknęła na krzesło na przeciwko siebie zobaczyła że ktoś nowy na nim siedzi. Był to Harry który akurat siadał na krzesło które przed chwilą zajmowała inna osoba. Spojrzała na niego i się do niego promienie uśmiechnęła, on także nie był dłużny i również się do niej uśmiechnął. Gdy otworzył usta by coś powiedzieć przyszła kelnerka z tacą na której stały dwa piwa kremowe.
    - Proszę o to pani zamówienie. - powiedziała kelnerka z uśmiechem na twarzy.
    - Dziękuje. - odpowiedziała krótko Hermiona również się uśmiechając. Kelnerka spojrzała na Hermione a później na Harry'ego, i odeszła od stołu zostawiając ich w ciszy. Zielonoki po chwili siedzenia i patrzenia się w piwo kremowe, wyciągnął rękę i chwycił za kufel. Hermiona zrobiła to samo.
    - Co Mafoy chciał od Ciebie? - spytał się Harry po wypiciu połowy piwa kremowego. Hemiona odstawiła od ust także piwo kremowe i spojrzała na przyjaciela.
    - Przyszedł mi przekazać że McGonagall chce go i mnie widzieć wieczorem po kolacji, a przy okazji przyszedł pomarudzić jak to mu nie wiadomo jak psuje reputacje... - odpowiedziała szybko Hermiona przewracając oczami.
    - Eee nie przejmuj się nim. Nie był by sobą gdy by nie ponarzekał. - powiedział Harry upijając kolejny łyk kremowego piwa. Hermiona spojrzała na przyjaciela i oboje wybuchnęli śmiechem.
    - Masz rację Harry nie powinnam się przejmować tą tlenioną fretką. - powiedziała brązoka wciąż się śmiejąc.
    Za oknami baru robiło się coraz ciemniej. Hermiona zauważyła że wszyscy uczniowie zaczynają wychodzić z Dziurawgo Kotła i idą w stronę Hogwartu. Spojrzała znacząco na przyjaciela a on kiwnął głową wstał od krzesła i podszedł do brązowłosej by pomóc ubrać jej kurtkę. Sam także po chwili założył kurtkę i razem z Hermioną wyszli z baru kierując się tak jak wszyscy uczniowie w stronę Hogwartu na kolacje.
    Gdy już dotarli do zamku Harry odprowadził Hemione pod drzwi jej gabinetu i się z nią porzegnał.
    - No to co do zobaczenia na kolacji. Dziękuje że ze mną poszłaś. Dawno już nigdzie nie byliśmy od śmierci Ro... - przerwał Harry i spojrzał na Hermione. Zobaczył że po policzku brązokiej spływa łza.
    - Oh przepraszam Hermiono.  Ja naprawdę nie chciałem, ja...
    - Harry. Spokojnie nic się nie stało. - odpowiedziała i uśmiechnęła się przez łzy do przyjaciela. Harry podszedł do niej i ją mocno przytulił a dziewczyna odwzajemniła uścisk wtulając się mocniej w jego tors. Po chwili Harry odsunął się od Hermiony i otarł jej łzy z policzka.
    - Już dobrze? - spytał się nie pewnie.
    - Tak, tak już dobrze. Dziękuje Ci Harry. - i uśmiechnęła się nieśmiało do przyjaciela.
    - No to co ja będę szedł. Dasz sobie radę? - spytał się Harry z troską w głosie. Hermiona spojrzała na niego i kiwnęła głową. On się uśmiechnął odwrócił się i poszedł w stronę swojego gabinetu zostawiając brązowłosą przed gabinetem. Hermiona przez jeszcze długi czas patrzała się w stronę korytarza w którym jeszcze przed chwilą szedł jej najlepszy i jak na razie jedyny przyjaciel. Po chwili wpatrywania się w korytarz odwróciła się do drzwi gabinetu wkładając po woli klucz do zamka. Gdy otworzyła drzwi i miała już wchodzić usłyszała za sobą po raz kolejny tego dnia znajomy zimny głos.
    - No no Granger co to za wzruszająca scenka. - odezwał się złośliwym głosem blondyn. Hermiona nic nie odpowiedziała i nawet nie odwróciła się w jego stronę by znowu nie zobaczyć tego wzroku pełnego pogardy.
    - Czego znowu chcesz. - powiedziała Hermiona ignorując jego wcześniejsze słowa i nadal się nie odwracając.
    - Przypominam Ci o dzisiejszej wizycie u McGonagall. - brązoka na te słowa tylko przewróciła oczami. Pchnęła drzwi gabinetu i weszła do środka. Zanim je zamknęła odpowiedziała tylko.
    - Pamiętam. - i trzasnęła drzwiami przed nosem Malfoy'a.
Hermiona gdy weszła do swojego gabinetu poszła w stronę swojej sypialni kładąc się ze zmęczenia na łóżko. Leżąc tak i patrząc się w sufit jej wzrok powędrował na zegar który wisiał nad drzwiami sypialni. Mam jeszcze nie całą godzinę. Zdążę wziąć prysznic, i się przebrać - pomyślała wstając z łóżka i idąc w stronę łazienki.
    Po skończonej kąpieli podeszła do szafy i wyjęła z niej spódniczkę, cieniste rajstopy i koszule. Ubrała się w wybrane rzeczy a włosy zostawiła rozpuszczone. Spojrzała ponownie na zegarek. Miała jeszcze 10 minut.
    - Czas się zbierać. - powiedziała sama do siebie oglądając się po raz ostatni w lustrze. Gdy wyszła z gabinetu i chciała już zamykać drzwi usłyszała za sobą znajomy ciepły głos.
    - O hej Hermiono, też idziesz na kolacje? - Hermiona odwróciła się w stronę przyjaciółki i kiwnęła tylko głową uśmiechając się do niej promienie.
    - No to może pójdziemy razem? - zapytała nieśmiało Ginny. Hermiona jeszcze bardziej się uśmiechnęła do przyjaciółki na myśl o tym że chociaż przez chwile z nia porozmawia, i do wie się jak było na randce z Zachariaszem.
    - Oczywiście. Z wielką chęcią z Tobą pójdę. Tylko poczekaj zamknę drzwi. - odpowiedziała Hermiona podnieconym i szczęśliwym głosem w trakcie zamykania drzwi. Gdy upewniła się że drzwi od gabinetu są zamknięte podeszła do przyjaciółki i razem z nią zaczęła iść w stronę Wielkiej Sali. Gdy tak oby dwie szły razem do Wielkiej Sali w ciszy, Hermiona zastanawiała się czemu Ginny nic nie mówi, czemu nic nie opowiada o swojej randce z Zachariaszem. Przecież tak się na nią cieszyła. A teraz? Nic ni nie powiedziała, to do niej takie nie podobne. Hermiona miała już dość tej ciszy i stwierdziła że przejmie inicjatywę.
- Ginny? - zaczęła nie pewnie Hermiona
- Tak? - odpowiedziała rudowłosa patrząc się na brunetkę
- Jak tam Ci minęła randka z Zachariaszem? - spytała się prawie szeptem Hermiona.
- A bardzo przyjemnie. - i na jej twarzy ukazał się lekki uśmiech.
- To dobrze... - odpowiedziała ze zrezygnowaniem Hermiona. Po chwili dalszego milczenia Ginny naglę się odezwała.
- Przepraszam Cię Hermiono.
- Co? Ale za co? - spytała zdumiona Hermiona.
- Że nie rozmawiam z Tobą tak jak kiedyś.
- Oj Ginny nie przejmuj się. Jesteś po prostu zakochana. - odpowiedziała luźno Hermiona.
- No tak ale zawsze jak byłam zakochana i jak byłam już po pierwszej randce to zawsze biegłam Ci opowiedzieć o wszystkim z szczegółami. A teraz? To ty musiałaś się odezwać. I nawet się niczego nie dowiedziałaś... Nie wiem co się ze mną dzieje. - a po jej policzku spłynęła łza.
- Ginny, nie przejmuj się. Nie jestem w żadnym stopniu zawiedziona. Po prostu zakochałaś się bardziej niż nigdy wcześniej. I to normalne. Jak będziesz gotowa to mi wszystko opowiesz. Spokojnie.
- Oh Hermiona dziękuje. Na Ciebie zawsze można liczyć. - odpowiedziała Ginny już z uśmiechem na twarzy. Otarła łzy i jednym zaklęciem poprawiła swój wygląd. Gdy stanęły przed Wielką Salą drzwi były otwarte a do środka z każdej strony wbiegali szybko uczniowie zajmując swoje miejsca przy stole swojego domu. Hermiona i Ginny weszły razem do Wielkiej Sali. Wchodząc zobaczyła z daleka jak ktoś w stronę jej i Ginny  macha z stołu Gryffindoru. Wytężyła wzrok i zobaczyła Parvati. Odmachnęła jej i uśmiechnęła się w jej stronę. Gdy podeszła do stołu Gryffindoru razem z Ginny, Parvati od razu odezwała się w stronę Hermiony.
- Miona a może usiądziesz dziś z nami?
- Oh, bardzo bym chciała ale muszę pogadać z Harrym i profesorem Flitwickiem. - Parvati zrobiła przygnębioną minę. - Hej nie smuć się obiecuj że jutro na śniadaniu z wami usiądę. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy, Parvati spojrzała na nią i również się uśmiechnęła.
- No dobrze trzymam Cie za słowo.
- Ja też. - wtrąciła się Ginny z uśmiechem na twarzy. I cała trójka wybuchnęła śmiechem, wzbudzając zaciekawienie uczniów z innych domów.
- No dobrze ja będę już szła do zobaczenia jutro na śniadaniu.
- Do zobaczenia. - odpowiedziały równo Parvati i Ginny z uśmiechem na twarzy.
Hermiona także uśmiechnęła się sama do siebie i zaczęła iść w stronę stołu nauczycieli. Naglę poczuła na sobie znany już jej zimny wzrok. Wiedziała doskonale że Malfoy się na nią patrzy ale nie spojrzała na niego. Miała go dość a jeszcze dziś będzie go widziała. Usiadła koło Harry'ego i jak zawsze koło profesora Flitwicka. Uczta się zaczęła.
                        *
- Co się stało Miona? - odezwał się Harry, po skończonej rozmowie z McGonagall. Dziewczyna spojrzała na niego nie pewnie i odpowiedziała.
- Nic...
-Widze że coś się stało.
- Tak ale nic poważnego. McGonagall chcę mnie i Malfoya dziś po kolacji widzieć. I nie wiem czy to jest związane z czymś dobrym czy złym. I tego strasznie się boje. Nie pewności.
- Oh Miona przesadzasz. Na pewno chcę z Wami porozmawiać o Balu. - odezwał się wesoło Wybraniec.
- Balu? Ale co my mam związanego z balem? - zapytała zdziwiona brunetka.
- Jak to co? Wreszcie jesteście nauczycielami. Musicie wiedzieć o wszystkich przygotowaniach do tego wydarzenia. - odpowiedział rozbawiony Wybraniec jej miną.
- No tak o tym nie pomyślałam. - uśmiechnęła się ponuro pod nosem i zaczęła dokańczać kolacje.
Gdy kolacja dobiegała końca, uczniowie zaczęli zmierzać w stronę swoich dormitoriów. Gdy Hermiona wychodziła z Wielkiej Sali nagle ktoś dotknął jej ramienia. Odwróciła się napięcie i zobaczyła przed sobą blondyna.
- Czego chcesz Malfoy? - syknęła do niego brązoka.
- A czego ja Draco Malfoy książę Slytherinu, może chcieć od takiej Granger? - powiedział z przekąsem. Dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem.
- Mów czego chcesz. Śpieszę się.
- Wiem ja też. Chyba zapomniałaś że idziemy do tej samej osoby?
- Nie nie zapomniałam. - mruknęła Hermiona i spuściła głowe niezadowolenia.
- No właśnie. To przecież możemy iść razem? Co nie?
- Kusząca propozycja ale trafie sama! I tak muszę o jeszcze jedno miejsce zachaczyć. Więc wybacz ale już pójdę. - warknęła Hermiona i odwróciła się napięcie od Ślizgona i zniknęła w tłumie uczniów. Chłopiec który nie miał wyboru,przyglądał się tylko jak Gryfonka znika w fali uczniów.
 Gdy zniknęła mu z oczu zaczął iść w stronę gabinetu McGonagall.
                    *
Tak naprawdę Hermiona nie miała nigdzie jeszcze pójść ale nie chciała po prostu znowu słuchać Malfoya więc stwierdziła że pójdzie sama okrężną drogą.
                    *
Gdy Draco dotarł na miejsce gdzie powinien znajdować się gabinet McGonagall, mruknął hasło i jego oczom pojawiły się schodki prowadzące w górę.
Po chwili wchodzenia po marmurkowych schodkach, przed sobą zobaczył drewniane drzwi. Podszedł no nich i mocno zapukał.
- Proszę! - usłyszał głośny i wysoki głos. Nie pewnie dotknął klamki i otworzył drzwi.
Przy biurku na którym leżało pełno książek i pergaminów siedziała McGonagall, a przed jej biurkiem stały dwa krzesła znajdujące się niebezpiecznie blisko siebie.
- Dzień Dobry Panie Malfoy. Proszę, siadaj. - odezwała się do niego grzecznie McGonagall.
- Dzień Dobry. Dziękuje. - odpowiedział również grzecznie.
- A gdzie Pani Granger? - zapytała młodego Malfoya po chwili.
- Nie wiem pani profesor. - odpowiedział z nutą zażenowania w głosie.
Naglę do drzwi gabinetu ktoś zapukał. On jak i McGonagall spojrzeli na drewniane drzwi.
- Proszę! - krzyknęła i wróciła do pisania czegoś na pergaminie.
                        *
Do gabinetu weszła Hermiona rozglądając się nie pewnie po gabinecie. Zauważyła siedzącą przy biurku McGonagall która pisała coś na pergaminie. Przed biurkiem stały dwa krzesła, bardzo blisko. Jedno z krzeseł było zajęte przez blond czuprynę Malfoya. Spojrzała w jego stronę a on tylko spoglądał na nią z przymrużonych oczu. Oderwała od niego wzrok i podeszła do krzesła na którym usiadła w znacznej odległości od Malfoya.
                        *
- Spóźniła się pani, panno Granger. - odezwała się po chwili McGonagall, kończąc pisać coś na pergaminie.
- Tak wiem pani profesor. Przepraszam ale podeszłam jeszcze na chwilę do toalety. - odpowiedziała prawie szeptem brunetka. Profesorka spojrzała na nią ze zrozumieniem i zaczęła mówić.
- Czy wiecie może po co was tu zwołałam? - spytała McGonagall, spoglądając na nich tajemniczym wzrokiem.
Draco już otwierał usta ale Hermiona była szybsza i odpowiedziała.
- Nie pani profesor.
- A no więc po to was tu zwołałam ponieważ jak już słyszeliście w naszej szkole odbyć ma się Bal Integracyjny na którym maja pojawić się wszystkie Europejskie szkoły.
- A co ma to związane z nami? - przerwał jej Malfoy.
- A to panie Malfoy że chciałabym prosić panią, pani Granger i pana, panie Malfoy o to żebyście razem tańcem otworzyli bal. Jesteście pierwszymi tak młodymi nauczycielami i byłoby to zasztytem gdyby pani i pan otworzyli bal. - spojrzała na nich z uśmiechem na twarzy. Oboje spojrzeli po sobie obojętnymi spojrzeniami.
- Ale pani profesor... - odezwała się Hermiona po krótkiej chwili. Z daleko można było wyczuć że jest wkurzona.
- Nie ma żadnego ale panno Granger. Dokładnie za tydzień pani i pan Malfoy zaczniecie kurs tańca z nauczycielami w niewielkiej salce koło Wielkiej Sali. Za wzięcie udziału i za wasz trud wasze domy dostaną po +150 punktów. No więc co o tym sądzicie? pani Granger, panie Malfoy zgadzacie się? - spojrzała na nich pytającym wzrokiem.
Nie odzywali się. Spojrzeli po sobie drugi raz z obojętnością w oczach.
McGonagall cały czas przenosiła wzrok a to na brunetkę a to na blondyna.
Wreszcie nie wytrzymała tej ciszy i przeniosła wzrok na Hermione.
- Zgadza się pani, panno Granger.
Brązooka spojrzała na dyrektorkę z błagalnym spojrzeniem, ale ta tylko pokiwała przecząco głową.
Hermiona odetchnęła głęboko i odpowiedziała.
- Tak zgadzam się,  wyłącznie ze względu na punkty.
Dyrektorka uśmiechnęła się lekko do niej i jej wzrok padł na młodego Malfoya.
- A pan, panie Malfoy zgadza się?
- Tak zgadzam się, też wyłącznie ze względu na punkty. - odpowiedział z dumnie uniesioną głową.
- To świetnie! - krzyknęła nagle z radości wstając i wyciągając do nich ręce.
- Możemy już iść? - rzucił nagle Malfoy, z znudzeniem w głosie.
- Tak, tak oczywiście możecie już wracać do swoich zajęć. Do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedzieli prawie równo i wyszli z gabinetu przez drewniane drzwi. Hermiona wyprzedziła Draco i była już na korytarzu kierując się do schodów.
Wiedziała że będzie żałowała swojej decyzji. Ale mus to mus. No i wreszcie za to, ich domy  dostaną punkty a +150 punktów piechotą nie chodzi.
                    *
Tak samo jak Hermiona Draco żałował już swojej decyzji. Ale był strasznie zdeterminowany aby w tym roku Slytherin dostał puchar domów. I był zdolny do wszystkiego aby tak się stało.
       

czwartek, 31 marca 2016

Rozdział 2

Pierwszy dzień.


1 września nadszedł szybko. Hermiona jak codziennie wstała wzięła prysznic, ubrała się, zrobiła lekki makijaż, wyprostowała włosy i zrobiła sobie czarną herbatę z cytryną. Usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać plan zajęć. Nagle do drzwi jej gabinetu ktoś zapukał.
    - Chwila! - krzyknęła i rozejrzała się po gabinecie sprawdzając czy wszystko jest na swoim miejscu. Odsunęła krzesło i wstała od biurka, zamykając swoje drzwi od sypialni.
    - Proszę! - krzyknęła i drzwi się otworzyły. W progu stała Ginny z uśmiechem na twarzy.
    - Ooo Ginny wejdź siadaj. Opowiadaj co tam u Ciebie. Co się tak uśmiechasz? -spytała Hermiona podejrzliwym głosem.
    - Mam randkę. - odpowiedziała Ginny rozmarzonym głosem. Hermiona wlepiła w nią swoje orzechowe oczy.
    - Z kim? - spytała zdumiona.
    - Z...-Ginny się zawachała - z Zachariaszem. - odpowiedziała wypuszczając z świstem powietrze.
    - Zachariaszem? Ale przecież ty go nawet nie lubisz! Twierdzisz że jest obleśny i że podrywa każdą która ma fajny tyłek. - Hermiona uniosła brwi ze zdumienia.
    - Dużo się zmieniło Hermiono od ostatniego czasu, a z Harrym już nie jestem więc mogę umawiać się z kim tylko chcę. - spojrzała na nią z błyskiem w oczach. - Okej ja będę się już zbierać bo muszę się przygotować na rozpoczęcie roku. Do zobaczenia Hermiono. - wyszła zamykając za sobą drzwi. Hermiona przez chwile zastanawiała się nad tym co przed chwilą usłyszała, i faktycznie Ginny z Harrym już nie była więc nikt umawiania się z Zachariaszme jej nie zabroni, Ginny tak samo jak Hermiona przeżywała śmierć Rona, więc dlatego zerwała z Harrym by uniknąć trudnych rozmów o śmierci Rona nawet z Hermioną która tak samo jak ona to przeżywała śmierć swojego ukochanego. Po chwili myślenia Hermiona odsunęła wszystkie te smutne wspomnienia i wróciła do analizowania swojego planu lekcji.
    - Hmm...klasy I OPCM, eliksiry, OPCM,eliksiry...Hmm klasy II eliksiry, OPCM, eliksiry, OPCM...Co! To jest nie możliwe! -Hermiona nagle wstała od biurka, czerwona cała na twarzy i wybiegła z gabinetu na korytarz który był tylko oświetlany przez pochodnie. Jednak po chwili stanęła przed drzwiami na których wisiała mała tabliczka z napisem "Profesor Draco Malfoy".
    - Ale mi profesor. - powiedziała sama do siebie Hermiona, i mocno zastukała w drzwi.
    - Kogo tu niesie! - dobiegł ją surowy głos który wydobył się za drzwi gabinetu. Hermiona nie wytrzymała i zastukała jeszcze raz ale głośniej i mocniej.
    - Już idę! - usłyszała jak do drzwi ktoś się zbliża, odsunęła się trochę a drzwi się otworzyły. Otworzył jej Draco który stał w samym szlafroku z mokrymi włosami które opadały mu na oczy.       - O Granger! Czego chcesz? - spojrzał na nią lodowatym spojrzeniem.
    - Mogę wejść? Musimy pogadać Malfoy. To ważne. - spojrzała na niego z wyrzutem.
    - No dobra jak ważne... To wchodź. - otworzył szerzej drzwi, i zaprosił Hermione do środka.
    - No więc słucham Granger co to za taka ważna sprawa, że musisz przychodzić do mnie tak wcześnie i oglądać mnie w samy szlafroku. - zapytał Draco patrząc na nią z przymrużonych oczu, opierając się o ścianę, i uśmiechając się złośliwie.
    - No więc tak - zaczęła Hermiona - musimy pogadać o zmianie planu klas I i II...
    - Co? To ta ważna sprawa? - spiorunował ją wzrokiem.
    - No tak bardzo ważna, ponieważ I i II klasy maja na zmianę nasze zajęcia a ja w ciągu godziny nie wymyśle nowego tematu. Więc musimy iść do McGonagal...
    - I myślisz że serio ona Ci zmieni ten plan bo Pani Profesor Granger nie pasuje jej plan zajęć. Myślisz że ona nie ma gorszych zmartwień niż zmienianie Ci planu? - Hermiona zaniemówiła. Draco miał rację McGonagal ma inne gorsze sprawy, niż zmienianie na życzenie planu.
    - No to...-zaczęła Hermiona nie pewnie a Draco wlepił w nią swoje szare oczy.-... możemy między sobą zmienić plan, i wtedy nikt się nie dowie.
    - Serio Granger? A niby uważają że jesteś taka mądra i bystra. - przewrócił oczami, podchodząc do biurka.
    - O co Ci znowu chodzi? - Hermiona spojrzała na niego ze zdziwieniem.
    -Hmm może o to że trzeba by było powiedzieć wszystkim klasom że jest zmiana planu a wtedy McGonagal by się o tym na pewno dowiedziała. Eh... naprawdę jesteś niekumata Granger.
    - Ale...
-Nie ma żadnego ale Granger. - przerwał jej Draco. - nikt nie będzie na Twoje życzenie zmieniał tego cholernego planu. Mi się plan podoba i nie chcę w nim nic zmieniać. - spojrzał na nią z złośliwym uśmiechem na twarzy.
    - Oh Jesteś okropny Malfoy.
    - Hmm... inni nie uważają że jestem okropny, lecz że jestem urocz, przystojny, inte...
    - Oh zamknij się Malfoy! - krzyknęła na niego, odwróciła się napięcie i wyszła z jego gabinetu.
Hermiona zdenerwowana  wróciła do swojego gabinetu, chodząc w tą i z powrotem rozmyślając ze złością o rannej rozmowie z Draco. Jednak gdy usłyszała pukanie do drzwi, podeszła do nich i je otworzyła. W progu stał Harry, uśmiechający się do brązowłosej.
    - Hej Hermiono, mogę wejść. - zapytał Harry, wciąż się uśmiechając.
    - Tak, tak oczywiście proszę wchodź. Co Cię do mnie sprowadza? - także się uśmiechnęła, na myśl o tym że wreszcie porozmawia z przyjacielem z którym już od tak dawna nie rozmawiała.
    - Wpadłem tylko na chwile. - zaczął Harry. - chciałem Cię tylko poinformować że w połowie pierwszego semestru organizowany będzie Bal Integracyjny na który zostaną zaproszone wszystkie Europejskie szkoły, w tym Beauxbatons, Dumstrag i wiele innych szkół.
Hermiona gdy usłyszała informacje które przyniósł Harry,  że przyjadą uczniowie z Dumstragu, wzdrygnęła się na myśl że, wśród uczniów może być też Wiktor Krum.
    - A nie wiadomo dokładnie kiedy przyjadą? - spytała po chwili szokowana Hermiona.
    -Nie nie wiadomo, ale wiem tylko że uczestnicy Turnieju Trójmagicznego też będą na balu. - gdy Hermiona usłyszała że uczestnicy Turnieju też przybędą sunęła się bezwładnie na fotel przy biurku, i zrobiła się nienaturalnie blada. Harry spojrzał na nią ze strachem.
    - Hermiono co Ci jest? - spytał przerażony
    - Nic nic. - odpowiedziała Hermiona
    - Widać po Tobie że coś się dzieje. O co chodzi?
    - O to że Wiktor tu przyjedzie. - odpowiedziała Hermiona ze strachem w oczach. Harry się zdziwił i zapytał.
    - I co w tym złego?
    - To że już od roku do niego nie pisze... Po tym ja związałam się z Ronem przestałam do niego pisać  i nie wiem jak zareaguje. - i naglę z jej oczu popłynęły łzy. Harry wstał i podszedł do niej obejmując ją ramieniem.
    - Wszystko będzie dobrze. - powiedział uśmiechając się do brązowłosej entuzjastycznie. Odsunął się od niej i zaczął iść w stronę drzwi. Stanął przed drzwiami, odwrócił się i powiedział.
    - Do zobaczenia. - i wyszedł.
 Gdy Harry  wyszedł Hermiona wstała od biurka i znowu zaczęła chodzić w tą i z powrotem po swoim gabinecie, rozmyślając. Jej myśli już nie były związane z Draco ani z zmianą planu lekcji, teraz wiązały się one z balem i z Wiktorem...
                        *
Była 11:30. Hermiona miała jeszcze pół godziny do rozpoczęcia się nowego roku szkolnego w Hogwarcie. Przed wyjściem z gabinetu i pójściem do Wielkiej Sali podeszła do lustra by upewnić się że dobrze wygląda. Gdy już to zrobiła wyszła z gabinetu i zaczęła zmierzać do Wielkiej Sali, w myślach mając bal i Wiktora.  Idąc tak korytarzem pogrążona w myślach, nagle wpadała na kogoś. Tym kimś był niestety Malfoy. Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha? - pomyślała Hermiona leżąc plackiem na podłodze. Nagle nad sobą zobaczyła rozbawioną twarz Malfoya.
    - Granger to nie pora spania. Wstawaj! - odezwał się Malfoy z złośliwym uśmiechem.
    - Zamknij sie Malfoy! - warknęła Hermiona. - Byś mi pomógł a nie się gapisz.
    - Co? Myślisz że dotknę szlamy? O nie nie, sama sobie pomóż. - powiedział, i zniknął w cieniu korytarza, śmiejąc się w niebo głosy. Hermiona wstała, otrzepała się i poszła dalej korytarzem w stronę Wielkiej Sali. W uszach cały czas odbijał jej się lodowaty śmiech Malfoya. Przechodząc przez Sale Wejściową brąnzowłosa zobaczyła profesor McGonagal która musiała najwidoczniej wyczekiwać jeszcze uczniów którzy po raz pierwszy przekroczą progi Hogwartu. Hermiona spojrzała w jej stronę a ona lekko się do niej uśmiechnęła. Brąnzooka odwzajemniła uśmiech i szła dalej. Gdy dotarła pod Wielką Sale, przystanęła przed nią na chwilę. Zaczęła coraz szybciej oddychać, a w środku cisnął ją żołądek. Nagle ktoś dotknął jej ramienia. Brązooka podskoczyła i się odwróciła, za nią stał Harry.
    - Jezu Harry! Wystraszyłeś mnie! - powiedziała oburzona Hermiona, patrząc w jego zielone oczy.
    - Widzę że stresik mały jest. - powiedział Harry nie zważając na to co do niego powiedziała.
    -Mały? Chyba wielki! Boję się tego wszystkiego. - on wyciągnął do niej ręce a ona wpadła w jego ramiona mocno przytulając się do jego torsu. On odwzajemnił uścisk, i szepnął jej do ucha.
    - Hermiono wszystko będzie dobrze. To normalne. Może chcesz wejść ze mną do Wielkiej Sali? - odsunął się trochę od niej by spojrzeć w jej orzechowe oczy. Hermiona spojrzała na niego i tylko kiwnęła głową nic nie mówiąc.
    - No i super. - powiedział Harry przyglądając się brąnzowłosej uważnie. Hermiona spojrzała na siebie i zobaczyła pogniecioną koszule i wielką plamę na spodniach, spojrzała na Harry'ego znacząco a on tylko kiwnął głową. Wyjęła różdżkę a po chwili wielka plama z spodni zniknęła a koszula się wyprostowała.
    -No to co możemy już wchodzić? - spytał się Harry, pokazując swoje białe zęby, i spoglądając na wielki zegar obok drzwi do Wielkiej Sali, Hermiona podążyła za nim wzrokiem i także spojrzała na zegar na którym była 11:47.
    - Tak możemy wchodzić. Jestem gotowa. - powiedziała brąnzooka, uśmiechając się lekko do przyjaciela. Harry złapał Hermione za rękę i pchnął drzwi Wielkiej Sali. W środku zgromadzili się już prawie wszyscy uczniowie z wszystkich czterech domów. Gdy Hermiona i Harry szli razem za rękę w stronę stołu nauczycielskiego wszyscy im się ze zdziwieniem przyglądali, ale brąnzowłosą to nie interesowało, tak samo jak jej przyjaciela. Naglę poczuła na sobie zimny wzrok Malfoya. Spojrzała się w jego stronę, a on spiorunował ją wzrokiem. Ona szybko spuściła głowę i usiadała przy stole nauczycielskim obok profesora Flitwicka.
Po dłużej chwili drzwi  Wielkiej Sali otworzyły się, a do niej weszła profesor McGonagal  a za nią dumnie kroczyli pierwszoroczni uczniowie Hogwartu którzy zmierzali w stronę Tiary Przydziału. Gdy profesor McGonagal dotarła z pierwszorocznymi pod Tiare Przydziału, odwróciła się w stronę pierwszorocznych i stołów z uczniami Hogwartu którzy byli pogrążeni w rozmowie

    - Cisza.- odezwała się McGonagal po chwili próbując uspokoić panujący na sali gwar.
Lecz nikt nie zwrócił na jej osobę uwagi, a gwar na sali robił się coraz większy.
    - Cisza! - krzyknęła nagle, tak jak to robił Dumbledore. Od razu wszystkie pary oczów skierowały się na nią a ta zaczęła przemawiać.
     - Witam wszystkich pierwszorocznych którzy przybyli do Hogwartu, a także wszystkich tu zgromadzonych. Przejdźmy do rzeczy tak jak wcześniej wytłumaczyłam, przeczytam imię i nazwisko danej osoby, a osoba którą wyczyta wychodzi z szeregu i siada na to o to krzesło. Gdy usiądziecie założymy wam Tiare Przydziału na głowę która przydzieli was do jednego  czterech domów które wymieniłam wam przed wejściem do Wielkiej Sali. Po skonczonej biesiadzie, prefekci waszych domów zaprowadzą was do dormitoriów. Po skończonej biesiadzie, wszyscy zaczęli udawać się do dormitoriów a nauczyciele do gabinetów. Gdy Hermiona mijała próg Wielkiej Sali naglę ktoś złapał ją za ramie. Odwróciła się napięcie, ale gdy zauważyła uśmiechnięta twarz Harry'ego także się uśmiechnęła.
     - Co chciałeś Harry? Mów tylko szybko bo jestem strasznie zmęczona i chcę położyć się już do łóżka. - powiedziała miłym i spokojnym głosem.
     - Ja... ja chciałem się spytać czy nie chcesz jutro ze mną iść do Dziurawego Kotła na piwo kremowe? Ja stawiam. - i znowu uśmiechnął się promienie.
     - Hmm jak stawiasz to oczywiście, a o której? 
     - 15:00 pasuje?
     -Pasuje. - odpowiedziała uśmiechając sięi odwracając się od przyjaciela zmierzając w stronę swojego gabinetu.