Wypadek.
- I co dowiedziałeś się coś więcej o tym balu? - zapytała Hermiona, wracając razem z Harrym z Wielkiej Sali. Chłopak spojrzał na nią i westchnął.- No właśnie nie. McGonagall nie chce mi nic powiedzieć.
- Nic a nic?
- Nic a nic. - westchnął znowu Harry. - powiedziała tylko że to jest niespodzianka i tylko ona i paru wtajemniczonych nauczycieli wie co ma się wydarzyć.
- No ale przecież ty jesteś zastępcą dyrektora! Jesteś ważniejszy od jakiś tam nauczycieli, to ty powinieneś wiedzieć najwięcej. To absurd. - powiedziała oburzonym głosem Hermiona.
Stanęli przed drzwiami które prowadziły do gabinetu brunetki.
- No ale co zrobisz Miona? Nic. Musimy cierpliwie czekać dopóki niczego się nie dowiemy. - Hermiona spojrzała na chłopaka który obserwował ją swoimi zielonymi oczami. Poczuła jak się rumieni i lekko uśmiecha.
- Może i masz rację, ale strasznie chcę wiedzieć co na tym balu będzie... i boję się spotkania z Wiktorem. - przyznała po chwili ciszy brązowłosa. Harry złapał ją za rękę i ruchem dłoni zmusił ją by spojrzała na niego.
- Hermiono jak będę cokolwiek wiedział dowiesz się o tym pierwsza. A o Wiktora się nie martw. Znam go przecież i ty też i oby dwoje wiemy że nie będzie Ci robił pretensji o to że nie pisałaś do niego, i że się zakochałaś się w kimś innym.
Hermiona spojrzała na niego oczami pełnymi łez, i uśmiechnęła się do przyjaciela.
- Masz rację Harry. Dziękuje. - odpowiedziała wtulając się przyjaciela.
*
Dochodziła północ więc Hermiona musiała się powoli zbierać na lekcje astronomii. Ubrała szkolną szatę i okryła się bluzą po czym wyszła z swojego gabinetu kierując się na wierze astronomiczną.
*
Draco siedział w swoim gabinecie nad papierami, które przyniosła mu McGonagall do wypełnienia. Spojrzał na zegarek i zauważył że dochodzi północ.
- Czas się zbierać. - powiedział sam do siebie, i wstał od biurka kierując się do toalety. Wygładził włosy i założył szatę szkolną z wężem na piersi. Spojrzał ostatni raz w lustro i wyszedł z gabinetu kierując się na wierze astronomiczną.
*
Hermiona z nosem w książce szła na wierzę astronomiczną. Naglę poczuła że na kogoś wpadła i zlatuje 2,3 a może nawet 5 schodków w dół. Podniosła się i zauważyła że w jej kierunku idzie jakaś smukła postać która po chwili, pochylała się już nad nią.
- Nic Ci nie jest? - zapytał chłopak z blond czupryną i zielonymi oczami. Hermiona przyłożyła rękę do głowy i poczuła na palcach lepką maź. Skrzywiła się i odpowiedziała.
- Nie nic, poza rozbitą głową. - i wtedy zauważyła na jego piersi znak węża. Wiedziała co to oznacza. Chłopak był z Slytherinu. A dokładnie Terence Higgs.
- Pokaż. - powiedział chłopak i dotknął swoimi długimi kościstymi palcami głowy Hermiony.
- Ałaa. - krzyknęła Hermiona gdy Terence oglądał ranę.
- Przepraszam. - powiedział głosem pełnym żalu. - ale nie wygląda to dobrze. Trzeba to opatrzyć. Chodź zaprowadzę Cię do skrzydła szpitalnego. - powiedział chłopak podając dziewczynie rękę. Ta nie wierzyła co przed chwilą usłyszała. Terence Higgs, Ślizgon chce jej pomóc?! I jeszcze podaję jej rękę?
- Dzięki ale poradzę sobie. Właśnie szłam na lekcje i....
- Oh Hermiono, możesz mi nie wierzyć ale ludzie się zmieniają. Może w twoich oczach jestem zwykłym wrednym Ślizgonem jak reszta, ale już taki nie jestem. Wojna się skończyła, nie chcę walczyć. Więc pozwól sobie pomóc. - spojrzał na nią swoimi zielonymi tęńczówkami a Hermiona wiedziała że mówi prawdę. Uśmiechnęła się nieśmiało i podała rękę Higgsowi, a ten pomógł jej wstać.
- Dziękuje. - powiedziała cicho, gdy szli ciemnym korytarzem do Skrzydła Szpitalnego.
- Nie ma za co. - odpowiedział łagodnym tonem Higgs.
Przez całą drogę nie odezwali się już do siebie.
*
Draco który akurat zmierzał na wieże astronomiczną, usłyszał nagle krzyk dobiegający z schodów. Wszedł po cichu parę stopni, i zamarł. Na schodach siedziała Granger z raną na głowie z której sączyła się krew, a nad nią pochylał się Terence. Tak Terence Higgs, przyjaciel Draco Malfoya, który tak samo jak on nienawidzi szlam. Lecz Draco wiedział że coś się zmieniło od skończenia wojny. Terence zachowywał się dziwnie. Nie zwracał uwagi na dziewczyny, na nic. Siedział cały czas w swoim dormitorium nad książkami. A teraz to. Widział jak patrzy na dziewczynę. Na Granger. To nie było jego spojrzenie. To spojrzenie było wypełnione żalem współczuciem, i czymś czego Draco nie umiał przyjąć do głowy... a mianowicie kryła się w nich iskierka miłości, do właśnie tej Gryfonki która siedziała na schodach, do Gryfonki która była inteligentna, mądra i piękna, do Gryfonki która nazywała się Hermiona Granger. Draco potrząsnął głową wyganiając wszystkie myśli o Granger. O czym ty myślisz Malfoy, skarcił się w duchu blondyn. Jednak Ślizgon nie mógł przyjąć do głowy że jego przyjaciel może choć trochę darzyć czymś więcej niż przyjaźń Gryfonke. To przecież absurd. A jednak jego oczy nie kłamią. Wiedział że Higgs coś czuje do Granger.
*
Przez wielkie okna Skrzydła Szpitalnego wlewały się jasne promienie jesiennego słońca. Hermiona otworzyła oczy i uśmiechnęła się gdy poczuła ciepłe promienie słońca na swojej oliwkowej twarzy. Usiadła na łóżku i zobaczyła że w całym Skrzydle Szpitalnym nie było żywej duszy. Rozglądając się po białej sali zauważyła na swoim stoliku piękny bukiet, a koło nich wielka tabliczkę czekolady. Gryfonka pochyliła się i powąchała kwiaty, pachniały przepięknie. Wzięła do ręki tabliczkę czekolady i wtedy do Skrzydła Szpitalnego wpadł nie kto inny a jej najwierniejszy przyjaciel. Harry Potter.
- O Hermiono nic Ci nie jest? Martwiłem się o Ciebie. - powiedział zdyszany przyjaciel siadając na krześle koło łóżka przyjaciółki. Gryfonka uśmiechnęła się lekko i skinęła głową.
- To dobrze. Kiedy wychodzisz?
- Tego nie wiem. Ale myślę że pani Pomfrey dziś mnie już wypuści, przecież to tylko rana na głowie. - odpowiedziała słabo Hermiona siadając naprzeciwko Harry'ego.
- Tylko rana? Hermiono jakby nie Terence wykrwawiłabyś się na śmierć na tych schodach. A no właśnie co ty robiłaś z Terence?
- Nic szłam na wieże Astronomiczną na lekcje, gdy nagle wpadłam na niego, no i spadłam parę schodów w dół. Wiesz co masz rację, zawdzięczam mu życie. Gdy wyjdę tylko z Skrzydła Szpitalnego, pójdę mu podziękować.
- Może i nadal nie toleruję Ślizgonów, ale go mogę zacząć tolerować, wreszcie uratował życie mojej najlepszej przyjaciółki. - powiedział już Harry z radością w głosie, mrugając do przyjaciółki. Nie mogła się nie roześmiać. Śmiali się długo i nawet nie pamięta gdy znowu zasnęła.
*
Była niedziela. Draco nerwowo chodził po swoim gabinecie, czekając w ten sposób na Terena który jak zwykle się spóźniał. Było 10 minut po 8:00, gdy Draco usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedział dość głośno i usiadł za biurkiem. Terence wszedł ostrożnie do środka, i podszedł do biurka blondyna.
- Chciałeś mnie widzieć. Coś się stało?
- Czy coś się stało? Ty już wiesz co się stało! - wrzasnął Draco. Przyjaciel spojrzał na niego ze strachem w oczach. Nie wiedział jak zareagować więc spytał tylko przyciszonym głosem.
- Nie wiem o co Ci chodzi. Co ja zrobiłem?
- O co chodzi? O co chodzi? - Draco nie wytrzymał i wstał gwałtownie od biurka wywracając wszystko co na nim było. Spojrzała na blondyna i powiedział spokojnie. - Chodzi o Granger.
Terence był oszołomiony. Nie wierzył w to że przyjaciel mógł się czegoś domyśleć. Spuścił głowę i wbił wzrok w podłogę.
*
Draco trochę się uspokoił i usiadł znów przy biurku. Spojrzał na przyjaciela który wzrok był utkwiony w podłogę.
- Teren spójrz na mnie. - powiedział spokojnym tonem Malfoy. Terence nieśmiało podniósł głowę i spojrzał na przyjaciela ze smutkiem w oczach.
- A teraz mi powiedz o co chodzi z Granger.
- Draco ja... ja... sam nie wiem. Od skończenia wojny, i śmierci Rudego, zaczęła mnie w jakiś sposób do siebie przyciągać. Nie wiem czy to można nazwać miłościom, ale na pewno jest to zauroczenie. Zaczełem czytać książki by się jej upodobać ale to nie przyniosło efektów dalej na mnie nie zwracała uwagi. Robiłem dużo innych rzeczy by zwrócić jej uwagę, ale nic. Aż do wczoraj gdy wpadłem na nią na schodach. Wtedy mnie zauważyła, ale jakim kosztem. Jakby jej się coś stało to nie wiem co bym zrobił...
- Wiem widziałem tą scenę. Teren ale czemu ona. Czemu Granger?
- Tego nie wiem Draco. Ma coś w sobie co mnie do niej przyciąga. Wiem że znamy się długo i jesteśmy przyjaciółmi, ale wiem też że jej nie tolerujesz. I jakbym miał wybierać między Tobą a nią wybrałbym ją. - te słowa były dla blondyna jak cios w serce. Jego przyjaciel zakochany był w Granger. W jego odwiecznym wrogu. Ale przecież musiał coś zrobić by nie stracić przyjaciela.
- Teren wiem że jestem jaki jestem ale swoich przyjaciół szanuję ponad wszystko, i nie chcę stracić Twojej przyjaźni więc...- przerwał na chwilę. - więc jak między Tobą a Granger coś zaikszy będę to wstanie tolerować.
Teren uśmiechnął się do przyjaciela.
- Już zaikszyło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz