czwartek, 12 maja 2016

Rozdział 4

Próba.
Minął cały tydzień od wizyty u McGonagall, i dowiedzenia się przez Hermione i Draco, że będą na siebie skazani na parę długich tygodni.
                    *
Była środa, rano. Hermiona jak zawsze wstała wcześnie, wzięła prysznic i się ubrała. Przez cały tydzień unikała wzroku blondyna jak i  jego całej osoby. Wiedziała jednak że dziś spotkania z nim nie uniknie i to ją dołowało.
                    *
Draco wyczołgał się leniwie z łóżka i poczłapał do łazienki. Spojrzał w lustro i się skrzywił. Włosy miał rozczochrane a pod oczami można było zauważyć sińce. Wszedł pod prysznic, i gdy poczuł, że na jego ciało spływają powoli krople ciepłej wody, przeszedł mu dreszcz po plecach. Stojąc pod prysznicem rozmyślał o dzisiejszym treningu. Wiedział, że Granger unikała jego wzroku a gdy go widziała odwracał się i szła inną drogą. Bawiło go to.
Wyszedł spod prysznica owijając się białym ręcznikiem w pasie, który wtapiał się w mleczną skórę Ślizgona. Włosy wysuszył za pomocą różdżki i zostawił je w idealnym nieładzie, utrwalając je zaklęciem. Sińce pod oczami także zlikwidował zaklęciem. Wyszedł z łazienki i udał się do szafy. Ubrał się w czarną koszule i przetarte dżinsy. Spojrzał w lustro i uśmiechnął się sam do siebie po czym wyszedł z gabinetu.
                               *
Hermiona siedziała w swoim gabinecie ze wzrokiem wbitym w zegar nad drzwiami do jej sypialni. Było tylko jeszcze 10 minut do śniadania ale ona nie chętnie chciała wyjść ze swojego gabinetu. Bała się tego, że może nieoczekiwanie wpaść na Malfoya... a tego bardzo nie chciała. Wystarczyło jej że musi go dziś widzieć na treningu i się jeszcze z nim dotykać. Gdy przez myśl jej przyszło to, że blondyn będzie musiał ją dotknąć, przeszedł po jej całym ciele dreszcz... dreszcz obrzydzenia. Odpędziła wszystkie te myśli, wstając powoli ze swojego krzesła i idąc powolnym krokiem w stronę drzwi.
                    *
Draco siedział już przy stole nauczycielskim w Wielkiej Sali,  gdzie przez wielkie drzwi wlewała się garstka uczniów którzy w pośpiechu zasiadali do swoich stołów. Zauważył że przy stole jak i na sali nie pojawiła się jeszcze jedna osoba. Mianowicie chodziło mu o Granger. Czyżby pani wszystko wiedząca spóźniała się? - pomyślał blondyn ale jego myśl została szybko rozwiana ponieważ w tłumie uczniów zauważył charakterystyczną burzę kasztanowych loków.
                    *
Hermiona weszła do Wielkiej Sali przeciskując się przez garstkę uczniów. Kątem oka zauważyła, że w jej stronę spogląda Malfoy więc szybko odwróciła wzrok, który padł na rudowłosą dziewczynę. W jej kierunku szła Ginny z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Hej Miona! Siadasz z nami? - rudowłosa rzuciła się  przyjaciółce na szyje. Kasztanowłosa pomyślała czemu nie? Chociaż ominie kolejnego wzroku Malfoya, a tym bardziej spotkania z nim.
- Oczywiście! - odpowiedziała po chwili, a na jej twarzy zagościł uśmiech. Na twarzy rudowłosej także pojawił uśmiech i nie pytając nikogo wzięła kasztanowłosą za rękę i pociągnęła ją do stołu Gryfonów, którzy ją przywitali z otwartymi rękami.
                    *
Draco obserwował tą scenę ze zażenowaniem. Wiedział doskonale że to przez niego dziewczyna usiadła razem z Gryfonami by uniknąć "przypadkowego" spotkania z jego osobą. Miał z tego wielką satysfakcje i wiedział że dziewczyna długo nie wytrzyma i zrezygnuje z całej tej szopki a wtedy przydzielą mu inna partnerkę, i to ich dom już tak od dłużego czasu zdobędzie puchar domów. Uśmiechnął się do siebie w duchu, spuszczając wzrok z Gryfonki, i skupiając się na śniadaniu.
                    *
- Dzień Dobry uczniowie! - odezwała się się głośno Hermiona wchodząc do sali od OPCM, gdzie lekcje rozpoczął 3 rocznik. Dzieci gdy ją zauważyły wróciły na swoje miejsca i chórem odpowiedziały jej, po czym usiadły i spoglądały w stronę nauczycielki z ciekawym wzrokiem.
- Dziś na lekcji zajmiemy się boginem. Czy może ktoś z was wie co to jest? - spytała Hermiona, rozglądając się po klasie. Na końcu klasy zauważyła wysoko uniesioną rękę, która przed chwilą wystrzeliła w górę.
- Słucham...
- Esme Thery pani profesor. - odezwała się  dziewczynka z uśmiechem na twarzy o zielonych oczach i blond włosach.
- Słucham Esme. - odpowiedziała również miło jak dziewczynka uśmiechając się serdecznie. Dziewczynka wstała i zaczęła mówić, dość pewnie.
- Tak więc bogin siedzący sobie gdzieś w ciemności nie ma żadnej widzialnej postaci. Jeszcze nie wie, co najbardziej przestraszy osobę znajdującą się na zewnątrz. Nikt nie wie, jak bogin wygląda, kiedy jest sam, ale kiedy wychodzi, natychmiast staje się czymś, czego najbardziej się boimy. - wyrecytowała dziewczynka cały czas z uśmiechem na twarzy. Hermiona spojrzała na nią zszokowana. Dziwiła się że ona w ogóle coś o tym wiedziała. Ale nagle przypomniała sobie siebie w 3 klasie kiedy to ona wyrecytowała także to wszystko co przed chwilą dziewczynka. Uśmiechnęła się do uczennicy i kazała jej usiąść.
- Brawo! +15 punktów dla Slytherinu.
- Dziękuje. - odpowiedziała uczennica po czym usiadła na swoje miejsce.
Naglę do drzwi ktoś zapukał.
- Proszę. - powiedziała Hermiona nie podnosząc głowy znad książek. Do sali ktoś wszedł. Spojrzała w stronę drzwi, i aż ją zamurowało. W drzwiach stał Malfoy. Tak Draco Malfoy. Co on do cholery chce? - pomyślała Hermiona po czym spytała o to Malfoya lecz bardziej grzeczniejszy sposób.
- Dzień Dobry. W czym mogę pomóc.
Draco spojrzał na nią i przewrócił oczami.
- Pani nigdy by mi nie mogła pomóc. - po sali dało się słyszeć cichy śmiech. Kasztanowłosa spiorunowała go wzrokiem.
- Do konkretów proszę.
- Dyrektor McGonagall prosi nas do swojego gabinetu. - powiedział szybko Malfoy opierając się o betonową ścianę. Hermiona spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem.
- Nas? Ale ja mam lekcje i nie mogę wyjść z sali. Powiedz McGonagall że w tym momencie nie mogę. - i znów zaczęła coś skrobać w notatniku. Nagle zobaczyła czyjeś dłonie na biurku. Spojrzała w górę i zobaczyła twarz blondyna który ciskał nią z oczu błyskawicami.
- McGonagall wie o tym doskonale. Zajmij czymś swoich uczniów i chodź. - powiedział chłodno Draco w jej stronę. Kasztanowłosa przewróciła oczami i odezwała się w kierunku klasy.
- Uczniowie muszę na moment wyjść. Zaraz przyjdę. Proszę was abyście poćwiczyli dzisiejsze zaklęcie które obroni was przed boginem, a mianowicie Riddikulus. Na razie poćwiczcie  tylko wymowę tego zaklęcia, a jak wrócę wypróbujemy to na przygotowanym przeze mnie boginie. Zrozumieliście? - spojrzała pytającym wzrokiem na klasę, a oni kiwnęli tylko głowami. Wstała więc z krzesła i razem z Malfoy'em wyszli z klasy.
Gdy Hermiona znalazła się już przy schodach poczuła że naglę ktoś przyciska ją do ściany. Był to niestety Malfoy.
- Co ty robisz?! Puść mnie! - krzyknęła i zaczęła się wyrywać, ale niestety Ślizgon był o wiele silniejszy od Gryfonki.
- Słuchaj Granger. Odpuść sobie ten bal i całą tą szopkę, a ja zostawię Cię w spokoju i nie będziesz musiała się ze mną użerać. - odezwał się po chwili Draco mocniej przyciskając ją do ściany. Kasztanowłosa spojrzała na niego z przymrużonych oczu i westchnęła.
-  A więc o to Ci chodzi. Chcesz żebym zrezygnowała, żebyś mógł zgarnąć punkty dla swojego domu, po czym byście wygrali puchar. Haha o nie nie, nie tym razem Malfoy.
- Powtórzę to ostatni raz! Zrezygnuj! - zaczął krzyczeć w stronę dziewczyny. Ta nic nie wzruszona zaczęła śmiać się mu w twarz.
- Chyba śnisz! Słuchaj nie zrezygnuję z niczego! Bo ty tak chcesz. - krzyknęła mu w twarz, wyrywając się przy tym blondynowi.
- Pożałujesz tego Granger! - krzyknął za nią Draco po czym odszedł w stronę lochów a Hermiona wróciła na lekcje.
                    *
Dochodziła 18:00. Hermiona zdecydowała że wyjdzie trochę wcześniej i poczeka przy salce na nauczycieli. Wiedziała że nie spotka Malfoya, bo znając życie pan arystokrata się spóźni. Założyła swoja ulubioną czerwoną sukienkę z jedwabiu, a na nią nałożyła szatę szkolną. Włosy spięła w szybkiego kitka, i wyszła z gabinetu podążając do sali przez ciemne korytarze zamku.
                    *
Draco już za 20 minut 18:00 czekał przed drzwiami które prowadziły do nie wielkiej salki. Oparty o ścianę rozmyślał o różnych sprawach. Choć od śmierci jego rodziców minęło już wiele czasu, on cały czas miał przed oczami scenę w której Voldemort ich zabija, a oni upadają na ziemie z otwartymi oczami w których widać było strach. Ślizgon potrząsnął głową tym samym odganiając od siebie tę myśl. Naglę w oddali usłyszał kroki, odwrócił się w stronę dźwięku i zobaczył że po schodach schodzi nie kto inny jak pani Hermiona Granger. Draco by trochę przestraszyć kasztanowłosą schował się bardziej w cień, i czekał na brunetkę. Hermiona niczego się nie spodziewając podeszła do salki w wielkiej zadumie. Oparła się o ścianę i cicho westchnęła.
- Czemu ja zawsze muszę mieć takiego pecha? - spytała samą siebie na głos.
- Bo ty Granger zawsze masz pecha. - usłyszała naglę bardzo znajomy jej chłodny ton głosu. Odwróciła się i zmrużyła oczy. Z cienia w którym przed chwilą stał chłopak wyłonił się Draco. Szatynka rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i odwróciła się od blondyna któremu nie schodził uśmiech z twarzy. Był strasznie z siebie zadowolony. Jak to Draco.
- Co nie rzucisz żadnej riposty Granger? - zaczął prowokująco Draco. Kasztanowłosa nie odwróciła się ale odpowiedziała tyko.
- Dorośnij. - blondyna zatkało. Nie wiedział co odpowiedzieć więc już się nie odezwał. Lecz po nie całych 5 minutach patrzenia się w sufit i przyglądania się brunetce powiedział.
- A ty co zamierzasz tańczyć w szacie szkolnej? No tak zapomniałem ty nawet nie masz czym się zaprezentować. - i na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. Gryfonka odwróciła się w stronę Ślizgona i także go zmierzyła. Musiała przyznać że nie miała do czego się przyczepić ponieważ blondyn wyglądał po prostu bosko, w przeciwieństwie do niej.
- A ty co masz zamiar tańczyć w dżinsach? - powiedziała po chwili zastanawiania Hermiona.
- Tak a co? Dżinsy są genialne do tańczenia.
- Yhymm... - westchnęła kasztanowłosa ze zrezygnowania i ponownie odwróciła się od blondyna. Nie miała po prostu siły się z nim kłócić.
                        *
- Hermiona Jane Granger i Draco Lucjusz Mafoy? - spytała się niska kobieta o czarnych włosach i niebieskich oczach.
- Tak. - odpowiedział krótko Hermiona za siebie jak i za Dracona. Niebieskooka uśmiechnęła się do nich pokazując przy tym swoje piękne białe równe zęby, i podeszła do nich z wyciągnięta ręką.
- Witam! Miło was poznać. Ja jestem Emma, Emma Tright. A to, - pokazała ręką na wysokiego i umięśnionego mężczyznę stojącego za nią. - to Eric Reftic. - mężczyzna się również uśmiechnął i podał dłoń w geście powitania.
                        *
                                        /America
Cała czwórka weszła do sali. Hermiona stanęła jak wryta. Sala była niewielka, ale przez otaczające połowę sali lustra wydawała się optycznie większa. Ściany były w kolorze delikatnego  beżu, a na drewnianej podłodze było widać ślady zużycia w tym wgniecenia od obcasów. Po prawej stronie znajdowało się  wielkie okno przez które można było dostrzec błonia, jezioro a także Zakazany Las. Po lewej stronie można było dostrzec drążki wykonane z drewna akacji.
- Ziemia do Granger. - powiedział z irytacją Draco i pomachał jej ręką przed twarzą.
Spojrzała na niego z wrogością i przewróciła oczami.
- Dobrze - powiedziała Emma klaszcząc w ręce. - chcielibyśmy wiedzieć na czym stoimy więc puścimy wam piosenkę a wy spróbujecie coś zatańczyć. Draco w parze ze mną a Hermiona z Eric'iem.
Kasztanowłosa zdjęła szkolną szatę, a na jej ciele ukazała się krótka czerwona sukienka. Szarooki wręcz oniemiała. Opadła mu szczęka. Nigdy nie widział Gryfonki w takim wydaniu. Szybko się otrząsnął i przeczesał dłonią włosy zostawiając je w jeszcze większym nieładzie.
Czarnowłosa puściła piosenkę. Draco z niechęcią podszedł do niej, a Hermiona z zapałem wręcz podbiegła do Reftic'a. Przetańczyli (a przynajmniej próbowali) całą piosenkę.
- Dajcie nam chwilę - zaczęła niebieskooka - musimy omówić parę spraw z Eric'iem.
Po tych słowach oboje opuścili salę. Miona podeszła do okna i oglądała krajobraz tworzący się zanim. Dracon stanął po zupełnie drugiej stronie sali. Tak bardzo krótka chwila ciszy dłużyła im się w wieczność.
Do sali wrócili tancerze.
- Mamy dla was świetną wiadomość, a przynajmniej tak nam się zdaje - zaczął mężczyzna - nie będziemy musieli z wami tutaj siedzieć.
Malfoy spojrzał na nich z nadzieją, że nie będziemy w ogóle uczyć się tego tańca.
- Draco jest tak dobrym tancerzem, że dacie sobie radę sami. - zwróciła się do Ślizgona - Będziesz musiał poduczyć trochę Mionę. Mogę się do ciebie tak zwracać ? - kasztanowłosa  kiwnęła głową zgadzając się. - Świetnie. Tylko macie się spotykać co najmniej raz na tydzień.
- Oczywiście - powiedziała brązowooka z ledwo dostrzegalnym sarkazmem.
- To my już was zostawiamy. Macie poćwiczyć dzisiaj około jednej godziny. Co jakiś czas będziemy wpadać żeby sprawdzić jak wam idzie. Do widzenia - powiedział z uśmiechem zielonooki.
Wszyscy się ze sobą pożegnali
- Dobra Granger chcę mieć to za sobą. - zaczął szarooki - Zaczniemy od podstaw tanga.
Hermionie opadła delikatnie dolna warga. Ona nigdy nie miała do czynienia z jakimkolwiek tańcem a tu Draco wyskakuje z tangiem.
-No chodź tu a nie tak patrzysz - powiedział zirytowany
Gryfonka podeszła do niego niepewnym krokiem.
- Stań obok i powtarzaj moje kroki.
Młody Malfoy przez 20 minut tłumaczył Granger że w danym momencie ma być lewa a nie prawa noga.
- GRANGER! Znowu nie ta noga - powiedział zdenerwowany - ja nie wiem jak ja wytrzymam z tobą przynajmniej raz w tygodniu na próbach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz